"All in One Basket" Deborah Mitford, Duchess of Devonshire

Zacznę od tego, że znów padłam „ofiarą” bibliotekarzy z mojego systemu bibliotek KCLS. Byłam w jednej z nich w ramach obowiązków służbowych, bo normalnie nie pracuje w bibliotece tylko w biurze pomocniczym, i w krótkiej przerwie poszłam między półki a tam książki! Ładnie poukładane, a co atrakcyjniejsze pod względem okładki czy interesującego tytułu powystawiane... i tak właśnie wpadłam jak śliwka w kompot po raz kolejny. Nie, pewnie nigdy się to nie zmieni nawet jeśli książki będą tylko elektroniczne!

A teraz o książce... w końcu o tym jest ten blog.

Jak sami zauważycie okładkę zdobi fotografia dostojnie stojącej matrony w całkiem sporej sukni a do tego nazwisko Deborah Mitford poparte tytułem Duchess of Devonshire. Kobieta ma styl tak dominujący, że aż musiałam chociaż przyjrzec się tej książce. Zatytułowana jest „All in One Basket”, czyli „Misz-masz” w luźnym tłumaczeniu. Tytuł sam wskazuje, że jest to swojego rodzaju antologia jej twórczości, a ma sporą.

W książce znalazłam pamiętnik z przemyśleniami na tematy różne pt. „Counting my chickens” oraz wybór esejów pt. „Home to roost” osoby, która przeżyła ponad 80 lat, a która ciągle obserwuje I zapisuje ciekawe zmiany wokół niej.

Jak stali bywalcy wiedzą język (British English) jest tym co mnie w książkach urzeka, przyciąga i dlatego tak bardzo podobała mi się powieśc Juliana Fellowesa „Past Imperfect”. Drugim łącznikiem jest umiejętnośc obserwacji niuansów i śmiesznostek dnia codziennego, a trzecim – typowy angielski dystans do samej siebie.

Dla tych, którzy lubią taką właśnie literaturę gorąco polecam tą książkę i w ogóle wiezytę w bibliotece a poniżej załączam kilka fragmentów, które szczególnie mnie zauroczyły.

O swoim wieku:

“I have reached the stage in life when I wake up earlier and earlier in the morning. The wait till breakfast time has forced me to put a kettle and toaster in my room, so I can help myself to their merciful productions whenever I like. I advise all early wakers who have fallen for this plan to buy a clock with a minute second hand of immediately recognizable lengths, or out may have disappointing experience of last week. Waking at 6 a.m., I made and ate my breakfast, only to discover that the clock’ similar looking hands had played a trick on me, and it was in fact only 12:30 a.m. Too early even for me, but too late to pretend I hadn’t had breakfast.”

O zmianach w społeczeństwie:

'Coming out' had a different meaning in 1938 from what it has today. The last London season before the Second World War followed much the same pattern as it had done before the First”.

“Our nearest big town is Chesterfield, and a very good place it is. A few years ago the sign announcing that you had arrived there read ‘Chesterfield – Centre of Industrial England’. It has been changed to ‘Chesterfield – Historic Market Town’. Why? I suppose industry is out of fashion.”

“The other day I went to Harrods to look for a coat for a friend who can’t go shopping. After all these years I still miss the bank on the ground floor (…) But it was what happened outside that struck me as so odd. (…) A smart car with a chauffeur drew up and an old, cross, rich couple got out. The woman had a mink coat slung over her shoulders, which fell into the road and the dirty water. The commissionaire dashed to pick it up, shook it and hung it on her again. He opened the door for her and her beastly husband, who didn’t lift a finger to help. She walked straight thought without looking around. ‘Didn’t that woman say thanks you?’ I asked the commissionaire. “Oh no,’ he answered, ‘they never do.’”

O “nowych” produktach

“Packaging has gone too far and the simples thins have become impossible to open. If you buy a toothbrush or a pen or tweezers you need a strong and sharp pair of scissors to cut through the armor plating of plastic which encases them No house has enough scissors so you go out and buy some. But they are similarly encapsulated in a thick shiny film, which human hands and nails are not designated to penetrate.”

“Buying water in bottles to drink at home must be one of the oddest crazes of the last few years. All right, I know London water tastes horrible and Nanny would say don’t touch it, darling you don’t know where it’s been (…) The choice seems endless. Bottles of all shapes and sizes and even colours (…) fill the shelves of grocers’ shops (…) Think of number of lorries carrying this extraordinary cargo all over the country (…) But the astonishing thing is the price. Please note that milk costs 43p a litre, petrol is a little over 50p a litre, and still water, would you believe it, costs up to 79p for the same quantity. As a shopkeeper, I must think up some other pointless commodities with which to fuddle the good old public.”

O żywności i gotowaniu

“There is something mysterious about bread. I don’t mean pale, floppy leaves steamed to death by “bakers”, but the home-made sort, mixed, kneaded and cooked by human hand in a real oven.
Bread is uncertain, in that the same recipe followed by different people produces very different versions of the ‘staff of life’. Perhaps it is something to do with the yeast, alive and almost kicking. Perhaps this magic agent reacts to the mood of the breadmaker or the oven. Wherever the reason the variations are very much part of the charm.
Children who have never tried home-made bread are apt to fall upon it and devour slice after slice, ending with a deeply satisfied and ‘I can’t eat another thing. I’m full.’
Fancy recipes with different tastes, from herbs and bananas to tomatoes and olives, are easy to surprise people with, but are no good for everyday. Or the best treat, you should wait till August to beg some wheat straight off the combine, put it through the coffee grinder and see if the resulting breads is not a revelation.”

“(…)’Cookery is an art but not so much a fine art or an applied art as a performing art, like dancing, acting or singing. It is of the moment and then gone, and has to be spot on.’(…)

“I was struck by this, even awe-struck, in Jean-Pierre’s case when the staff and their families were invited to see the big table in the Great Dining Room with all its silver and special decorations ready for the great dinner (…) There amid all the wide-eyed admirers strolling round the table were Jean-Pierre and his family – only a minute or two before he had to go down to the kitchen to cook this mighty meal in prospect! (…) But I realized then with a shock how much Jean-Pierre’s work (or art) was like going on state for a great performance and giving his audience an evening of pleasure, a transport of delight – something right on the night, every night.”

“My mother was before her time in many of her theories. We always had bread made at home out of wholemeal flour. But longed for, and continually asked for, Shop Bread, though we hardly ever got it.
She and my uncle regularly wrote to the papers on what they called Murdered Food – refined white sugar, white flour from which the wheat germ had been removed, and so much else which is fashionable now, seventy years on. They were considered to be eccentric then.
An instance of her contempt for the scientific was when tuberculin testing for cows and butter, milk and cream they produced were wonderfully good. Three cows reacted to the test. My mother was told. ‘Which are they?’ she asked. As always in such cases they were the three best-looking in the herd. ‘What, get rid of those lovely animals? Certainly not! The children can have their milk.’
And have it we did, with no ill effects of any kind, which served to underline her distrust of scientists and doctors.”

"Regency House Party" Lucy Jago

"Although the Regency lasted for only nine years, from 1811 to 1820, it is an era that has left a particularly brilliant impression on the cultural life of this country. It was an age of war, hedonism, scandal and beauty, an age of magnificent opulence, dreadful poverty an political turmoil. But above all it was an age of glittering individuals, Wellington, Byron, Napoleon, Jane Austen and Beau Brummell all waltzed through it, leaving their indelible marks. And of course there was the Prince Regent himself, whose extraordinary extravagance and self-indulgence did so much to define the times."

Tak rozpoczyna się książka o eksperymencie przeprowadzonym i opłaconym przez BBC/Channel 4 w 2004. Był to program w stylu reality-show o pannach i kawalerach z arystokracji i wyższej klasy średniej poszukujących miłości w czasach Regencji. Uczestnikami byli Brytyjczycy, którzy prowadzą normalne XXi-wieczne życie, czyli mają pracę, zawód, ale są bez pary. Zaangażowane zostały także opiekunki-przyzwoitki dla panien.

Wszyscy oni ( 4 opiekunki-przyzwoitki, 5 kawalerów i 5 panien) zostali przeniesieni do początku XIX wieku, czyli pozbawiono i współczesnych ubrań, komórek, soczewki kontaktowe zastąpiono okularami, toalety zastąpiono 32 nocnikami, długopisy zastąpiły gęsie pióra itp. itd. Dodano za to wiele służby: 17 pokojówek i 12 lokajów, tak jak to było w óczesnym stylu. Całość została nakręcona w stosownie odizolowanej, choć autentycznej posiadłosci - Kentchurch Court w ciągu 9 tygodni.

To co wydarzyło się zostało nie tylko sfilmowane i oczywiście można obejrzeć na You Tube House Regency Party, ale zostało także spisane w formie książki, którą poleciła mi koleżanka. Jak tylko wypożyczyłam książkę, zaraz chciałam także obejrzec wszystkie odcinki, bo tak jak podejrzewałam, wielu rzeczy jednak nie ma w książce, bo i nie taki format ma by wszystkie najmniejsze interakcje relacjonować.

To co wynieść można z książki do dokładna informacja na temat tamtych czasów, obyczajów, technologii, jedzenia, etykiety, uprawianych sportów. Tutaj muszę zaznaczyć, że sporty mogli uprawiać jedynie panowie, choć ci wysportowani obecnie maja się jednak nijak do ówczesnych gentlemen'ów. Pomimo wszystkich powieści Jane Austen jednak trudno wyobrazić sobie jak bardzo ograniczone były młode kobiety będące pod stałą kontrolą i narażone na utratę dobrego imienia musiały mieć się na baczności a jednocześnie starac się znaleźc męża z pieniędzmi i cokolwiek miłego i uprzejmego. Ten element jest znacznie lepiej widoczny w odcinkach telewizyjnych kiedy widać bunt, zniecierpliwienie panien i ich znudzienie tak jałowym życiem. Kilka komentarzy od samych uczestników można przeczytac tutaj.

Ciekawostek z tamtej epoki jest w książce tak wiele, że aż trudno jest większość z nich wymienić, ale jednak cały eksperyment miała na celu umożliwienie tej grupie znalezienie sobie partnera co niestety nie udało się w większości, choć powstały 3 pary, o których niestety nie wiem czy przetrwały choc szukałam informacji po internecie.

Generalnie jest to książka i seria telewizyjna, którą powinny przeczytać i obejrzeć wszyscy miłośnicy Jane Austen.

Zdjęcie uczestników w strojach z epoki.

Dla zainteresowany strona na Wiki

"Madame Bovary's Ovaries" David Barash, Nanelle Barash

Recenzję zacznę od tego iż tytuł książki wydal mi się intrygujący i okładka jest trochę surrealistyczna, ale jak się szybko okazało... tylko na pierwszy rzut oka. "Madame Bovary's Ovaries. A Darwinian Look at Literature", czyli "Jajniki madame Bovary" są próbą analizy literatury pod kątem psychologii ewolucyjnej. 

Dwa zdania o tej teorii, która dokładniej przedstawiono tutaj oraz w książce Davida M. Bussa. Teoria zakłada iż przynjamniej część naszych zachowań jeste determinowana biologicznie, czyli poprzez geny, co prowadzi do zachowań dziedzicznych. W efekcie zachowania, pomagające osiągnąć sukces w przekazywaniu genów kolejnemu pokoleniu, czyli po prostu sukces reprodukcyjny, są wzmacniane z pokolenia na pokolenie i dominują nad tymi, które w osiągnięciu takiego celu nie pomagają. Jednym słowem nie bardzo różnimy się od innych zwierząt i jedynym celem bycia na świecie jest przekazanie genów kolejnemu pokoleniu.

Przeczytawszy jakieś 50 stron tej książki po prostu zanudziłam się, bo ileż razy można powtarzać o męskiej zazdrości u Szkespira w jego kolejnych sztukach, gdzie faceci wiedzeni intrygami innych nie mogą zaufać swoim wybrankom co do ich wierności. Kolejny rozdział to Jane Austene ze swoimi pannami na wydaniu, które poprzez zachowania bardzo dokładnie przyglądają się potencjalnym wybrankom, ponieważ to zachowania kandydatów wskazują na możliwość sukcesu życiowego - dobrego wyjścia zamąż i spłodzenia kilgorga potomstwa. Ostatnim autorem, którego anlizę zaczęłam czytać to Scott Fitzgerald z jego impotencją mężczyzn i siła, szczególnie finansową, kobiet.

NIe mogę powiedzieć, że autorzy nie mają interesujących spostrzeżeń, ale nie jest to moim zdaniem materiał a książkę i dlatego jej nie polecam.

Kreatywnie o biblioteczkach

Poszukując nowego stolika do naszego domu natknęłam się na taką propozycję stolika do kawy... znalazłam taki.

Ale ten stolik był TYLKO na 6tym miejscu. Top 10 znajdziecie na tym blogu Listophobia 

A teraz do pracy, rodacy, i pokażcie jakie są wasze biblioteczki.

"Kara" Maja Wolny

Właśnie skończyłam czytać ten debiut literacki i mam mieszane uczucia. 

Czyta się łatwo, bo historia toczy się dość szybko a jej spowolnienia autorka unika dzięki wielowątkowości. Język jest przyjemny, bo nieposzarpany, jednak brak mi w emocji, moim zdaniem, których spodziewałam się po przeczytaniu recenzji na tylniej okładce. Co więcej uważam, iż jest ona myląca, bo recenzja mówi "Jest to swego rodzaju zapis podróży emigracyjnej, która dla Kary, podobnie jak dla wielu współczesnych Polaków, rozgrywa się nie tylko w czasie i przestrzeni, ale przede wszystkim w świecie uczuć." Ta historia napisana została na Brukselę, Kraków i odrobinę Ukrainy, ale równie dobrze mogłaby rozgrywać się pomiędzy Białymstokiem i Wałbrzychem (pewnie podróż trwałaby prawdopodbnie równie długo!), a jest to potwierdzone przez samą autorkę użyciem Anny Kareniny jako tła literackiego.

Karolina, główna bohaterka,  podróżująca Polka, która mieszka w Brukseli z mężem po depresji i stracie pierwszej żony i synka w tragicznym wypadku. Poprzez najbliższą rodzinę jest w dalszym ciągu z Polską bardzo związana, a droga E40 symbolizuje to połaczenie. Jest oczywiście teściowa nieakceptująca jej i nieżyjący teść - żołnierz frontu zachodniego, któy nigdy nie ma okazji zobaczyć Polski po wojnie, a który ma także pogmatwane historie z kobietami.

Z drugiej strony tego równania są imigranci, Viki i Igor, z ich historiami i szukaniem własnego miejsca w nowych krajach. Igor zaprzyjaźnie się z Karoliną i zostają kochankami choć tylko w jej marzeniach, co jest dla bohaterki swego rodzaju odskocznią w czasie walki z depresją męża. Ten związek nigdy nie zostaje skonsumowany z powodu Igora orientacji i rozstają się na zawsze. Ten wątek jest także odzwierciedleniem kochanka Anny Kareniny i jej walki o pozostanie wierną mężowi.

Tragiczne zakończenie książki jest także podobne do tragicznego zakończenia klasyki literatury i chyba te podobieństwa nie są przypadkowe, ale nie są także niczym negatywnym także,

Jak na debiut jest to książka całkiem niezła dlatego wydaje mi się warta rekomendowania, ale jak to mówią w branży filmowej - jesteś tak dobry jak twój ostatni film.

Moje książkowe zakupy w Polsce

Jak zwykle kiedy jesteśmy w Polsce częścią frajdy jest spędzenie czasu w księgarni. Jeszcze będziemy tutaj przez następne trzy dni, ale już książki kupione! Hurra! No, może jeszcze dokupię kilka....

A oto mój stosik zakupionych książek:

A tytułami to są:

"Schiza" Paulina Grych
"Spacerownik - Warszawa Śladami PRL-u" Jerzy Majewski 
"Prowincja pełna gwiazd" Katarzyna Enerlich
"Karta 64. Zapowiedź zagłady'" - książka niezwykła bo to zbiór zdjęć
"Handlarze czasem" Tomasz Jachimek 
"De Capo" Jerzy Franczak
"Nielegalne związki" Grażyna Plebanek
"Ahatanhel" Natalka Śniadanko
"Dworzec Gdański. Niedokończona historia" Henryk Dasko

Czyli moje plany na rok przyszły nagle się wydłużyły, ale jakoś mnie to nie martwi.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Dla wszystkich czytających moego bloga i piszących własnego. Wielki dzięki za Wasz czas i uwagę oraz komentarze.

W 2011 - oby nam stosiki do przeczytania rosły i by czasu na czytanie i pisanie o książkach przybyło!