"Ścianka działowa" Izabela Sowa - 4 kwietnia 2009



A oto kilka słów o tej książce z Wirtualnej Polski


Co może wywrócić życie do góry nogami? Rozbita filiżanka, puzzle na dziewięć tysięcy elementów, ścianka działowa z gips kartonu? Dionizy Fiotroń, bohater najnowszej powieści Izabeli Sowy, przekonuje się na własnej skórze, że drobiazgi mogą raz na zawsze odmienić codzienność. Izabela Sowa, autorka topowej literatury dla kobiet, powraca słodko-gorzką powieścią, w której nie ma łatwych rozwiązań tak jak nie ma oczywistych odpowiedzi na podstawowe pytania. Dionizy Fiotroń wiedzie wygodne i uporządkowane życie do momentu, gdy zaczyna podejrzewać żonę o romans. Nie mając konkretnych dowodów w ręku, za to niezmąconą pewność, że coś się zmieniło, decyduje się na prywatne śledztwo. Nietypowe sprawy wymagają niekonwencjonalnych rozwiązań. W ten oto sposób Fiotroń trafia na trop tajemniczej Brzytwy, która obiecuje pomoc w rozwiązaniu sprawy w zamian za ... jeden tydzień jego życia! Czy metody ostrej i bezkompromisowej Brzytwy dadzą pożądane rezultaty? Na ile prób wystawiony zostanie racjonalizm i spokój Dionizego Fiotronia?


Te i dziesiątki innych pytań pojawiają się w głowie czytelnika, który towarzyszy Fiotroniowi na torze przeszkód, jakim staje się próba rozwikłania tajemniczego zachowania jego żony. Okazuje się, że Brzytwa nie należy do detektywów w typie Sherlocka Holmesa, a jej działania daleko odbiegają od tradycyjnych metod zbierania dowodów. Wspólnie spędzony tydzień rzuca nowe światło na wiele niepozornych spraw, stając się dla Fiotronia przebudzeniem z bardzo aktywnego letargu.


Zajmująca fabuła, pełna błyskotliwego humoru i celnych obserwacji jest dla autorki punktem wyjścia do głębszej refleksji, podanej w sposób subtelny i lekki. Ścianka działowa to nie tylko zajmująco opowiedziana historia pewnego małżeńskiego śledztwa, ale również swoisty drogowskaz pełni życia. Fiotroń – przedstawiciel rodzącej się klasy średniej, perfekcyjnie zarządzający własnym czasem, którego grafik łączy karierę zawodową z kursami rozwoju duszy i wewnętrznej detoksyzacji – żyje realizując kolejne zadania. Zapomina gdzieś po drodze, że kiedyś obiecał sobie nie rozmienić życia na drobne. Wartością powieści Sowy jest styl wyróżniający się ciepłem, ironią i przenikliwością. Izabela Sowa jest pisarką wielowymiarową, dającą czytelnikom jednocześnie doskonałą rozrywkę i ważne przemyślenia, skłaniające do zadumy.


Izabela Sowa: Tajemnicza kobieta trzydziestoletnia. Żyje z pisaniny (artykuły, kojące bajki dla spragnionych złudzeń, tłumaczenia, wróżby w chińskich ciasteczkach...) oraz zabawiania studentów opowieściami o magicznej mocy psychologii społecznej. Typowa sowa: większość dnia przesypia ukryta w krakowskich bibliotekach i czytelniach. Budzi się późnym wieczorem i wtedy zaczyna potworzyć.


Zdjęcie okładki dzięki uprzejmości Wirtualnej Polski.

"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej" Michał Witkowski - 7 marca 2009




Poniżej kilka słów o książce z Wirtualnej Polski


W nowej książce Michała Witkowskiego groteskowa historia kariery i upadku właściciela lombardu staje się pretekstem do opowieści o przełomie lat 80. i 90. w Polsce, o przemianach ustroju i ludzkiej mentalności. Autor przypomina raczkujący polski kapitalizm, zapiekanki sprzedawane z przyczepy, akwizycję i podsycany przez prasę mistycyzm ostatnich lat XX wieku. W oczekiwaniu na mającą uderzyć w Ziemię kometę ludzie starają się jednak jakoś ułożyć sobie życie. Gdy za sprawą wchodzących na polski rynek zachodnich korporacji interesy zaczynają upadać, bogobojny bohater, natchniony cudownym widzeniem, postanawia udać się na pielgrzymkę do Lichenia... Trafia jednak zupełnie gdzie indziej, do pałacu bogatego mafiosa, który w jego życiu zaczyna odgrywać rolę analogiczną do tej, jaką Zygmunt August odegrał w biografii Barbary Radziwiłłówny... Pokazując współistnienie starych i nowych mitów oraz wzorców zachowań (na przykład sarmatyzmu), Witkowski zdaje się przypominać, że w kulturze nie ginie nic, nawet słowiańskie, dawno zapomniane korzenie.


Michał Witkowski: Prozaik, autor sztuk teatralnych, krytyk literacki. Opublikował głośny tom opowiadań Copyright (Biblioteka Studium 2001), za który otrzymał nagrodę Książka Zimy 2000/2001 przyznawaną przez Poznański Przegląd Nowości Wydawniczych. Jego opowiadania były tłumaczone na angielski, niemiecki, węgierski i serbo-chorwacki; reprezentował Polskę na IX Międzynarodowym Festiwalu Książki w Budapeszcie. Drukował w wielu zagranicznych czasopismach w całej Europie (WIR, Muschelhaufen, Nagy Vilag, Az Elet es Irodalom Melleklete, Lettre Internationale i in.) oraz w niemieckim dzienniku Stadt Blatt. Zawodowo krytykuje książki, a nawet doktoryzuje się z polskiej krytyki literackiej lat 90. na Uniwersytecie Wrocławskim. Mieszka we Wrocławiu.


Zdjęcie okładki dzięki uprzejmości Wirtualnej Polski.

"Balzakiana" Jacek Dehnel - 7 lutego 2009




A oto kilka słów z Wirtualnej Polski:


Cztery nowele, które łączy unoszący się nad całością duch Balzaka. Dehnel wybrał, przekształcił i, przede wszystkim, uwspółcześnił motywy z Komedii ludzkiej - przeniesione na polski grunt są równie śmieszne i równie tragiczne jak oryginalne. Mamy więc w Balzakianach pazernego na pieniądze snobistycznego pseudoartystę, który odrzuca prawdziwą miłość dla sezonowej, ale jednak gwiazdy kolorowych pisemek; mamy rodzeństwo, które dla zysku wykorzystuje chorego umysłowo człowieka, a później chce ograbić jeszcze siebie nawzajem; mamy nuworyszy, którzy za dobrze wczuwają się w rolę zimnej i bezwzględnej arystokracji; mamy wreszcie dramat kłamstw, pomyłek i niedopowiedzeń pomiędzy ludźmi, którzy wolą udawać, że są zupełnie kimś innym. Bogactwo charakterów, błyskotliwy dowcip i szeroka panorama społeczna sprawiają, że Balzakiana to psychologiczno-obyczajowy majstersztyk. Jacek Dehnel wyruszył na antropologiczną wycieczkę po współczesnej polskiej rzeczywistości z Komedią ludzką pod pachą i okazało się, że nie mógł wybrać lepszej lektury. Bo ludzkie słabości są wyjątkowo powtarzalne.


Jacek Dehnel: Zajmuje się twórczością literacką (poezja, proza, tłumaczenie) i artystyczną (malarstwo, rysunek). Publikował między innymi w Kwartalniku Artystycznym, Przeglądzie Artystyczno-Literackim, Studium, Toposie, Tytule. Laureat szeregu nagród literackich (między innymi im. J. Bierezina, R. M. Rilkego, Z. Herberta). Laureat Paszportu "Polityki", współtwórca telewizyjnego programu kulturalnego "Łossskot".


Zdjęcie okładki dzięki uprzejmości Wirtualnej Polski

Świąteczne Życzenia


Wszystkim moim Gościom serdeczne życzenia świąteczne!
Czasu niby więcej, więc czytać można, ale jest to także czas do poświęcenia rodzinie, więc kolejny wpis dopiero po świętach!
Spokojnych, wesołych i może nawet rodzinnych, choć niekoniecznie z całągórą prezentów, bo jedna książka to jak cała fura dla książkoholika.

Lista potencjalnych lektur ... (9)

Kolejny ciekawy blog, do którego zaglądam to W moim świecie książek. A oto które pozycje z recenzowanych książek zaciekawiły mnie:

1. "Kolacja z Anną Kareniną" Gloria Goldreich - wpis z 8 maja 2008
2. "Wilk ze stepów. Dżingis-chan" C. Iggulden - wpis z 14 lipca 2008
3. "Nierządnica" Iny Lorenz - wpis z 4 sierpnia 2008
4. "Słońce Scortów" Laurent Gaude - wpis z 10 sierpnia 2008
5. "Kurtyzana z Wenecji" S. Dunant - wpis z 16 sierpnia 2008
6. "F.M." B. Akunin - wpis z 27 siernia 2008
7. "Błękitna sukienka" Tracy Chevalier - wpis z 4 września 2008

8. "Handlarz kawą" David Liss - wpis z 9 września 2008
9. "W labiryncie ulubionych miejsc" Susan Hill - wpis z 19 października 2008
10. "Bogini z labradoru" Konrad T. Lewandowski - wpis z 10 listopada 2008

"The Selling of the President 1968" Joe McGinniss


Po tą książkę sięgnęłam dzięki dodatkowi do niedzielnego wydanie Seattle Times gdzie rozpisywano się właśnie nad różnicami pomiędzy Obamą i McCainema w podejściu do mediów w ostatniej prezydenckiej kampanii wyborczej. Teraz z perspektywy, nawet tak krótkiego, czasu widać, jak wiele znaczenia miały po raz kolejny w historii nowe media elektroniczne. W roku 1968 kiedy wygrał Republikanin Richard Nixon z Demokratą Hubertem Humphrey'em stało się to przede wszystkim dzięki docenieniu telewizji, czyli historia lubi się powtarzać.

Większość z tych interesujących się polityką choć trochę wie, że w roku 1960 Richard Nixon przegrał wybory z Johnem F. Kennedym m.in. przez brak prezencji oraz umiejętności bycia na wizji. Jednak wbrew obiegowej opinii nie byly to jeszcze te wybory prezeydenckie, kiedy telewizja odegrala znaczacą rolę. Dopiero 8 lat później kiedy Nixon startował po raz kolejny do fotela prezydenckiego nowe wtedy medium stało się kluczem do sukcesu. (ze strony 112 i 113)

Na wewnętrznej okładce książki umieszczono stwierdzenie Huberta H. Humphrey'a: "The biggest mistake in my political life was not to learn how to use television" , czyli z grubsza tłumacząc "W moim życiu jako polityka największym błędem było nie nauczenie się jak używać telewizji"

Naszym przewodnikiem i jednocześnie narratorem jest Joe McGinnis, który towarzyszy grupie pracującej dla Nixona w przygotowaniu reklamówek telewizyjnych czy organizacji spotkań telewizyjnych z wyborcami, a wszystko to oczywiście przy akompaniamencie opinii doradców politycznych.

Był to czas kiedy reklama telewizyjna dopiero rozwijała się, a prasa była wciąż silnym graczem na rynku mediów, szczególnie w czasie kapanii prezydenckiej. Dziennikarze pzekazywali treści wypowiadane przez kandydatów i mogli im nadać koloryt w zależności od tego kogo popierali. To wszystko zmieniło się gdy do akcji wkroczyli ludzie z branży, czyli z reklamy (ze strony 26)

Spotkanie tych dwóch branż: reklamy i polityki, które zawsze zajmowały się swego rodzaju oszukiwaniem i grą na emocjach okazało się znamienne w skutkach. To ludzie z Madison Avenue*, w przeciwieństwie do doradców politycznych i konsultanów wszelkiej maści, popatrzyli na Richarda Nixona jak na produkt do sprzedania (vide: okładka książki). Znaleźli jego słabe strony, szczególnie te na wizji, i poprzez techniczne sztuczki takie jak oświtlenie, ustawienie kamer i ogólna reżyseria, nie wyłączając doboru tłumu dla względem kolotu skóry, zmienili świat polityki w sposób nieodwaracalny... taki jaki znamy dzisiaj. (ze strony 59)

Po raz pierwszy wtedy właśnie użyto zdjęć (nie filmu!) kandydata by nie odwracać uwagi widza od wizji, a jednocześnie mieć kontrolę nad wizerunkiem, oczywiście idealnym, a także by przytłumić znaczenie treści wypowiedzi w tle. Analizowano też każdą reklmówkę pod względem możliwego odbioru by unikać antagonizowania którejkolwiek z grup odbiorców (ze strony 28)

To co interesujące w tej książce to różnorakie spostrzeżenia. McGinnis nie zajmuje się tylko zakulisowymi przygotowaniami wystąpień Nixona, ale rozmawia z ludźmi, którzy przy nich pracowali o ich odczuciach co do wpływu tej kampanii na świat polityki. Przygląda się także społeczeństwu i choć jego spostrzeżenia zostaly dokonane w roku 1968 wobec społeczeństwa Amerykańskiego, to w dalszym ciągu są one aktualne nie tylko tutaj za oceanem, ale i w większości innych krajów demokratycznych (ze strony 38).

Ciekawa jest także dynamika grupy pracującej przy tej kampanii. Składała się ona z grupy doradców politycznych jeszcze z kamapnii sprzed 8 lat, kiedy Nixon przegrał, oraz grupy młodych, dynamicznych, zapatrzonych w nowe medium reklamiarze i filmowcy. Ta pierwsza to stara grwardia mająca swoje utarte spojrzenie na świat, na media, na prowadzenie kampanii i oczywiście nie rozumiejąca i nie lubiąca telewizji. Ta druga to ludzie, którzy z doświadczeniem pracy nad produktem robili coś nowatorskiego, bo kreowali wizerunek kandydata po raz pierwszy, a więc byli to swego rodzaju nowatorzy i artyści. Jak się domyślacie takie połączenie starego i nowego to raczej mieszanka wybuchowa, ale jednak dokonała ona to do czego została stworzona... Nixon wygrał. (ze strony 60)

Książka warta, bardzo warta przeczytania. Gorąco polecam!


* Madison Avenue to aleja w Nowym Jorku gdzie w latach 50-tych mieściły się największe agencje reklamowe.

"Amerykańscy Bogowie" czyli "American Gods" Neil Gaiman - 3 stycznia 2009


Powieść nagrodzona w 2002 przez The HUGO Awards jako najlepszą powieść roku!

A oto recenzja z Czytelni Onetu
Po trzech latach spędzonych w więzieniu Cień ma wyjść na wolność. Ale w miarę jak do końca odsiadki pozostają tygodnie, godziny, minuty, sekundy, czuje narastający niepokój. Na dwa dni przed zakończeniem wyroku, jego żona, Laura, ginie wypadku samochodowym w tajemniczych okolicznościach - wszystko wskazuje na zdradę małżeńską.

Oszołomiony Cień powraca do domu, gdzie spotyka tajemniczego Pana Środę, twierdzącego, iż jest uchodźcą wojennym, byłym bogiem i królem Ameryki. Razem wyruszają oni w niesamowitą podróż przez Stany, rozwiązując zagadkę morderstw, które co zimę są dokonywane w małym Amerykańskim miasteczku. Jednak podąża za nimi ktoś, z kim Cień musi zawrzeć pokój...

W swojej niepokojącej, wciągającej i bardzo osobliwej powieści Neil Gaiman, wyrusza w podróż w poszukiwaniu duszy Ameryki

A także recenzja z Google Books
Shadow is a man with a past. But now he wants nothing more than to live a quiet life with his wife and stay out of trouble. Until he learns that she's been killed in a terrible accident.

Flying home for the funeral, as a violent storm rocks the plane, a strange man in the seat next to him introduces himself. The man calls himself Mr. Wednesday, and he knows more about Shadow than is possible

He warns Shadow that a far bigger storm is coming. And from that moment on, nothing will ever he the same...


Zapraszam na kolejne spotkanie!

Lista potencjalnych lektur (8)

I kolejne pozycje do mojej listy potencjalnych lektur z blogu Całkiem subiektywne recenzje książek

1. "Rok smierci Ricardo Reisa" Jose Saramago
2. "Maso i Dixon" Thomas Pynchon
3. "Pierwsza miłość" Sandor Marai
4. "Zart" Milan Kundera
5. "Lekcja martwego języka" Andrzej Kuśniewicz
6. "Rachuba świata" Daniel Kehlmann
7. "Hotel świat" Ali Smith

"Windziarz Pana Boga" - spotkanie klubu


Dzisiejsze, Mikołajkowe, spotkanie potwierdziło tezę by za bardzo nie przywiązywać się do opinii innych i samemu przekonać się ile książka jest warta... Zgodziliśmy się, że pomimo iż okładkowa recenzja nie odbiegała od treści wewnątrz to jednak nie wiele jej to pomogło... Ale do rzeczy.

Tytuł książki pochodzi od najlepszej historii w tym tomie opowiadań, które nie łączy nic poza metafizyką. Różnią się bohaterowie, historie, czas i miejsce akcji oraz forma opowiadań, ale to nie przydaje uroku książce. Spoiwem łączącym te opowiadania ma być metafizyka w połączeniu z wiarą z domieszka fizyki czasu, ale ta mieszanka jest tak trudna do objęcia dla przeciętnego człowieka, że nawet autorowi wymyka się. Jeśli jednak to właśnie Szmilichowski chcial przedstawić, to skutecznie mu się to udało! Jednak tylko to....

Rzadko zdarza mi się tak niewiele napisać, bo tym razem nawet krytykować nie mam ochoty... STRATA CZASU!

Lista potencjalnych lektur (7)

Kolejny blog do którego lubię zaglądać to Zaułek książek. Ciekawie napisane recenzje, więc dołączyłam kilka pozycji do przeczytania:

1. "Pamiętnik przetrwania" Doris Lessing - wpis z 7 lipca 2008
2. "Serenissima" Erica Jong - wpis z 19 września 2008
3. "Mądre dziecie" Angela Carter - wpis z 6 października 2008
4. "Długa droga w dół" Nick Hornby - wpis z 2 listopada 2008

Wolałabym załączyć linki do poszczególnych recenzji, ale nie ma takiej możliwości stąd daty każdego wpisu.

"Remainder" Tom McCarthy


Przeczytałam tą książkę jako poleconą przez mój nowy amerykański klub książki. Jest to pierwsza pozycja, bo i po raz pierwszy byłam na spotkaniu. Jest to ten klub książki, który i mój M. lubi dzięki umowie, że panie zostają sobie w domu i rozmawiają o książce, a panowie idą na piwo i kolację do pobliskiej knajpki.

Jednak zanim zacznę pisać o książce chciałam przedstawić Toma McCarthy, bo rzadko zdarza mi się zacząć o książce od szukania informacji o autorze. Oto co napisano o nim na wewnętrznej okładce i oto co znalazłam w necie:
Tom McCarthy, rocznik 1969, mieszka w Londynie. Znany jest z reportaży, manifestów i happeningów medialnych stworzonych jako Sekretarz Generalny Międzynarodowego Towarzystaw Nekrofilogicznego (INS), po części fikcyjnej grupy awangardowej. "Remainder" jest jego pierwszą powieścią.
Przeczytawszy tą wewnętrzną notkę o autorze dopiero po przeczytaniu książki wiele jej elementów stało się jasnych, choć w dalszym ciągu historia jest mocno pokręcona.

„Remainder” czyli „Pozostały” rozpoczyna sie tzw. bombą, czyli narrator jest po okropnym wypadku o którym nie może wspominać a w zamian otrzymuje niebotyczną sumę £8,5mln odszkodowania. Wypadek jakiemu uległ był na tyle poważny iż musiał od nowa nauczyć się funkcjonować - chodzić, chwytać, wydawać polecenia swoim mięśniom używając do tego innej drogi w mózgu przez co postrzega świat przez pryzmat analizy ruchów jakie musi wykonać w ramach danej czynności by móc ją rzeczywiście wykonac. Niewątpliwie jest to stresujące na poziomie życia codziennego! Jednak zmiana sposobu myślenia o poruszaniu się spowodował u bohatera także zmianę innego typu – poczucie błogostanu wynikające z powtarzania czynności i wewnętrznego wydzielania się naturalnych opiatów! Krotko mówiąc - facet jest na haju i w stanie nirvany jak tylko zaczyna powtarzac czynności! Na początku nie jest tego świadomy jeszcze, a wie tylko, że chce odtwarzac pewne sytuacje i miejsca. Ohater traci także umiejętnośc utrzymania kontaktu i przyjemnosci obcowania ze swoimi dotychczasowymi przyjaciółmi. W pierwszych 3 rozdziałach to jest właściwie większość treści i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ma się poczucie powtarzania przez autora pewnych określeń, zdań, akapitów. I to jest świetny, moim zdaniem, zabieg literacki oddający atmosferę całości i kompulsywnego myślenia narratora - głównego bohatera historii.

Po otrzymaniu takiej fury pieniędzy narrator zastanawia się przez chwilę co z nią zrobić. Jak zwykle w takich wypadkach bywa, natychmiast pojawiają się ci, którzy chętnie pomogą zdjąć ten ciężar z delikwenta. Mamy więc postac brokera giełdowego, który pomaga pomnożyć pieniądze i wbrew jego zdroworozsądkowym radom narrator inwestuje intuicyjnie i wygrywa, przynajmniej na początku. Pojawia się także Nazrul Vyaz (dalej zwany Naz) będący człowiekiem od wszystkiego, czyli Personal Assistant, a który także nie jest pozbawiony elementu szaleństwa, co okazuje się w końcówce książki. Naz wprowadza do historii wiele innych postaci będących jedynie narzędziami w realizacji planu narratora.

O jaki plan chodzi? O odtwarzanie sytuacji i miejsc. Niby nic nadzwyczajnego, bo np. ja uwielbiam leżeć w wannie i czytać książkę, woda jest cieplutka, zapach rozpuszczonej soli przepiękny, historia ciekawa i nikt mi nie przeszkadza (nota bene narrator uwielbia także leżeć w wannie?!). Jednak jego błogostan zależny jest od odtwarzania całych budynków i sytuacji z ludźmi włącznie. Pierwszy taki plan dotyczy siedmiopiętrowego budynku z pęknięciem w ścianie jego łazienki, odgłosami fortepianu dwa piętra niżej gdzie pianista ćwiczy Rachmaninowa z błędami, z dochodzącym z szóstego piętra zapachu smażonej wątroby, z mijaniem na klatce schodowej sąsiadki wystawiającej śmieci do wyniesienia przez dozorcę. W tym celu zakupuje cały budynek (odzkodowanie jest tu wielka pomocą), wysiedla lokatorów i remontuje go dokładnie tak jak to sobie wyobraził, a następnie zatrudnia aktorów do odtwarzania tych ról (pianisty, sąsiadki, dozorcy)! Kolejna sytuacja i miejsce odtworzone to warsztat samochodowy z nastolatkiem wykonującym pracę w asyście młodszego rodzeństwa. Kolejna odtawrzana sytuacja to wykonanie wyroku na młodzieńcu przez przeciwny gang, choc oczywiście bez zabijania. Po tych trzech sytuacjach myślałam, że coś z tego wyniknie, bo ile sytuacji można odtwarzac i w końcu kiedyś skończą mu się te pieniądze!? Autor jednak przechodzi do kolejnego planu narratora, zgodnie ze Hitchkoc’kowską konstrukcją spirali, i odtworza napaść na bank, która to napaść najpierw dokładnie przećwiczona w odtowrzonym w hangarze banku z okolicznymi ulicami i niezbędnymi aktorami zostaje przeniesiona do prawdziwego banku. Z małą modyfikacją – aktorzy-złodzieje nie zostają poinformowani iż akcja dzieje się na prawdę, a wcześniejsi odtwórcy ról klientów i kasjerek bankowych zostali "zastąpieni" prawdziwymi klientami i kasjerami! Oczywiście nie wszystko się powiedzie, ale zakończenia nie będę zdradzac...

Odtwarzanie tych sytuacji i miejsc trwa w książce dobre kilka rozdziałów i ponowne czytanie ich opisów powoduje zdziwienie, a nawet znudzenie, ale jest jednocześnie niezbędnym zabiegiem do unaocznienia kompulsywności i szaleństwa bohatera. Także Naz okazuje się miec w sobie nutę szaleństwa, które objawia się poprzez jego niesamowite zdolności logistyczno-organizacyjne co fascynuje narratora także. Obaj mając w sobie element kompulsywnego myślenia rozumieją się doskonale i obaj także osiągają stan nirvany w sposób jak najbardziej legalny! To co przedstawil autor to przeciętny człowiek ogarnięty szaleństwem i przedstawił to w sposób genialny, moim zdaniem, a przeczytawszy informację o jego wcześniejszej „twórczości” wraz z pierwszym manifestem jego grupy, McCarthy musi sporo wiedziec na ten temat....

Gorąco polecam tą książkę!
Zdjęcie okładki dzięki uprzejmości Alma Books Ltd.

Lista potencjalnych lektur... (6)

Na moja liste potencjalnych lektur wrzucam kolejne pozycje z bloga "Krótkotrwałe znieksztalcenie rzeczywistości" :

1. "Piąte dziecko" Doris Lessing
2. "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej" Michała Witkowskiego
3. "Droga" Cormac McCarthy
4. "Widmokrąg" Wojciech Kuczok
5. "Los utracony" Imre Kertesz No i lista rośnie!

"Nagrobek z lastryko" Krzysztof Varga


Po tą pozycję sięgnęłam z rekomendacji klubu książki w moim mieście. Zaczęłam ją czytać ze sporym zainteresowaniem, bo dotyczy naszej teraźniejszości, ale z punktu widzenia znacząco odleglej przyszłości – o jakieś dwa pokolenia. Tak jak nam trudno jest wyobrazic sobie i zrozumieć rzeczywistość sprzed drugiej wojny światowej, tak narratorowi, trzydziestoparolatkowi żyjącemu w Warszawie lat 70-tych XXIw., trudno jest zrozumiec naszą rzeczywistośc, wartości i emocje.
Strasznie to ciekawe widzieć, jak ludzkość nieudolnie usiłowała oddac swoje proste emocje i głupie myśli, strojąc je w metafory, porównania i neologizmy. Jak bardzo się wysilała, aby z własnych przekazów stworzyc wstęgi Mopniusa. Trochę szkoda, że nikt już tego nie zbada, nie spróbuje wyjaśnic, czemu pisano tak dużo o samotności, tęsknocie i tym podobnych oczywistościach, używając zupełnie niezrozumiałych słów. Dziwne praktyki miały wtedy miejsce, dziwny to był świat, głupi i tępy, ale czy to dobrze, że się skończył?”

Biorąc za punkt wyjścia przyszłośc narrator opowiada o Piotrze Pawle i Annie, swoich dziadkach ze strony matki oraz o ich córce a swojej matce - Zuzannie. Te opowieści nie są słodkie, a wręcz przeciwnie, stanowią narzędzie dla Vargi do tragikomicznego przedstawienia obecnej rzeczywistości. To co opisuje można podzielić na kilka grup to:
- ludzie z ich słabościami, relacjami, charakterami
- realia kraju w jakim żyją z kompleksami narodowymi, z paradoksami życia politycznego
- generalna kierunek rozwoju i jego wpływ na ludzkość.

W części dotyczącej ludzi opisuje dziadka - Piotra Pawła jako wyalienowanego nastolatka, którym nie interesują się rodzice, a który w dorosłym życiu nie potrafi nawiązać głębszych relacji a tym bardziej ich utrzymać. Zamknięcie w sobie powoduje, że właściwie nie oczekuje otwartości, a tym bardziej szczerości od innych. Skolei zawodowo dryfuje od stanowiska do stanowisko dlatego tylko, że musi zarabiać by płacić rachunki, bo wolałby nic nie robić, choć i pomysłu co chciałby robić nie ma. W relacjach najbliższą rodziną wcale nie jest lepiej, bo babcia Anna stwierdza po urodzeniu Zuzanny, że dziadek jest właściwie zainteresowany tylko sobą, grami komputerowymi, nieskończenie długimi dyskusjami na forum militarnym. Żyją wiec tak sobie razem lecz osobno, aż do śmierci dziadka. Żeby nie było szowinistycznie tylko o facetach, to babcia Anna, choć jest opisana pozytywniej, to jednak ma swoje rysy. Jest także osobą zamkniętą i jak to się mówi nie rzucającą słów po próżnicy. Wiadomo, że nie kocha dziadka i jest z nim jedynie z wygody, przyzwyczajenia i możliwości przewidywania jego posunięć, a raczej ich braku.
Zuzanna - matka narratora to apodyktyczna zawodowa cierpiętnica, która uważa, iż sama do wszystkiego w życiu doszła, a jej niepowodzenia zrzuca całkowicie na świat zewnętrzny. Jednocześnie ma aspiracje do doskonałości oraz bycia wszechwiedzącą. Jako samotna matka „walczy” dla i o syna, który jakoś nie dorasta do oczekiwań matki, taki „nieudany model”, przede wszystkim dlatego, że usamodzielnia się, choć nie oznacza to postępu a jedynie ucieczkę od wiecznie narzekającej matki. Zuzanna jest też przepięknym obrazem tzw. matki-gastronomicznej, która jako jedyna potrafi zdrowo gotować i żywić swoją pociechę, która bez jej ogórkowej i pomidorowej po prostu nie mogłaby istnieć.
Narrator jest wcale nie lepszy pod względem umiejętności podejmowania decyzji czy sterowania swoim życiem. Jest samotny, tak jak wielu wokół niego i uważa to za stan normalny. Jednak w porównaniu z dwoma wcześniejszymi pokoleniami jest znacznie bardziej refleksyjny, obserwujący otoczenie. Widzi w nim nie tylko to czego chcą od nas „twórcy medialni”. Powielając pokoleniową trdycję, on także dryfuje nie mogąc znaleźć swojego miejsca ani w Polsce ani nie potrafiąc podjąć decyzji o wyjeździe z kraju (zresztą ci co wyjeżdżają zdaja się czynic to jako ucieczkę by coś jeszcze ratować), a więc tak sobie płynie z prądem aż do samego końca.

Varga opisuje także rzeczywistość na poziomie miasta i kraju z jego paradoksami życia politycznego, historii, np. używając powstania wyśmiewa przerost biurokracji i nadużywanie demokracji. A oto kilka fragmentów:
- o w końcu połączonych przeciwnikach
„Leczyli u niego zęby prawicowi politycy i lewicowi biznesmeni, katolicy i ateiści oraz piękne aktorki z seriali, którym ścierały się siekacze od wypowiadania zaangażowanych kwestii w melodramatycznych tasiemcach państwowych kanałów telewizyjnych. (...) Wszystkich ich, często na co dzień zaciekłych przeciwników, połączył w gabinecie środek przeciwbólowy i słynne szybkie wiertło doktora.”
- o kompleksach polskich i kompleksach w ogóle
Ząb był doszczętnie spróchniały, lecz korzeń zaskakująco mocny. Żyje jak nazizm po czterdziesym piątym, powiedział z pierwszym pełnym uśmiechem doktor Helfajer, niby zmiażdżony, a w głębi teutońskiego lasu wciąż trzyma się mocno. (...) Jak polskie kompleksy głęboko skryte i trudne do wyrugowania. Wszystko co ciekawe, jest zawszew ukryte i trzeba to siłą wyciągać na światło, inaczej zatruwa organizm od środka.”
„Polakom sie wydaje, że są w jakis sposób lepsi i bogatsi, mimo, że mają mocno zakorzenioną świadomośc, że są gorsi i biedniejsi.”
- o Warszawie
Warszawa mojego dziadka przestała istnieć, bo to miasto ma to do siebie, że co jakiś czas rozpieprza się dokumentnie i nic po nim nie zostaje prócz sentymentalnych wspomnień o ludziach i miejscach, ale ludzie poumierali, a miejsca zmieniły się nie do poznania.”
- o biurokracji
Powstanie padło po sześciedziesięciu trzech godzinach, bo z powodu głębokiej konspiracji nie wiadomo było kto dowodzi. Prowadzony od dłuższego czasu otwarty konkurs na dowódzcę powstania nie przyniósł wyników ze względu na skomplikowaną procedurę biurokratyczną i masowe odwołania od nieogłoszonego jeszcze wyniku składane przez potencjalnych przegranych. Nie przyniósł też roztrzygnięcia nieograniczony przetarg na walki w poszczególnych dzielnicach, bo każdy chciał walczyć na Starówce i w Śródmieściu, nikt zaś nie chciał bronić Bemowa ani Czerniakowa. Do momentu wybuchu powstania komisje przetargowe nie ustaliły haronogramu walk, ale trzeba było zaczynać, bo okupant w każdej chwili mógł wpaść na ślad spisku, tym bardziej, że przecież wszystkie przetargi były jawne i zgodnie z przepisami publikowane w Biuletynie Zamówień Publicznych”.

Konstrukcja oparta na retrospekcji historii rodziny przez ostatnie (dosłownie) pokolenia daje autorowi możliwośc by wykazać tendencje
- rozwoju, a raczej upadku rodziny i więzi miedzyludzkich w ogóle. Dziadek już był wyalienowany, ale jeszcze wiedział jak wygląda rodzina z zewnątrz i udało mu się ją sklecic i jakoś tam utrzymac, choc kontaktu z córką Zuzanną już nie nawiązał, a ta skolei widząc jego relacje z żoną stwierdziła, że po co jej taki układ i miala syna sama. Co z tego wynikło, ano nic dobrego, bo ani Zuzanna szczęśliwa nie była, ani jej syn, ktory zostaje zupełnie sam.
- do uzależnienia od technologii na tyle, że człowiek zostaje sprowadzony do cyfr PINów, PUKów, haseł i kodów dostępu.
Piotr Paweł pamięta bardzo dużo, bo człowieka tworzy jego pamięc; pamieta swój numer NIP i PESEL, zupełnie niepotrzebnie pamięta numer dowodu osobistego i paszportu, ale przydatnie pamięta kod do drzwi w swoim domu na Łowickiej i kod do bram garażu. Obowiązkowo pamięta PIN swojej karty w Citibanku i PIN karty płatniczej banku WBK; pamieta PUK i PIN do telefonu komórkowego i login do komputera w swoim pachnącym marzeniami urzędniczek biurze. Pamięta też osobne hasło do swojej poczty elektronicznej, kod do telefonu służbowego oraz kod do kserokopiarki. Hasło do komputera trzeba zmieniac co miesiąc, podobnie jak hasło do poczty, żeby nikt się do niej nie włamał i nie przeczytał stu spamów, jakie wpadają każdego dnia do jego skrzynki.”
- do zawładnięcia przez media naszym życiem, godnością i wartościami. Wszystko jest na sprzedaż, nawet śmierc, którą można upublicznic za 5 minut sławy. Tutaj przypomniał mi się świetny komik George Carlin z jego monologiem „Kanał Śmerci”, gdzie właśnie przepowiadał powstanie kanału telewizyjnego transmitującego takie wydarzenia.
- do naszego chorego podejścia do czasu, tego najbardziej ulotnego z dóbr. Paradoks pracy w nadmiarze teraz by miec wiecej czasu później.
„. Czas nie smakuje, ale syci, a to najważniejsze. Miliardy ludzi sprzed lat marzyły o czasie. Wciąż głodni czasu, przejedzeni niedoczasem, zapychali się fast foodami wolnych chwil łapanych w biegu, między jednym zajęciem a drugim. Aby w przyszłości miec więcej czasu w teraźniejszości wiecej pracowali. Starali sie lepiej zarabiac, aby móc wydawac pieniądze na mający nadejśc czas wolny. Wyczekiwana paruzja czasu jednak nigdy nie następowala. (...)Jestem ziszczeniem ich marzeń o wolnym czasie, choc nie mogli wiedziec, że te marzenia zrealizuja sie jako nudny horror.” „Kiedy więc dziadek pracuje, czuje potworną marnację czasu, który mógłby znakomicie wykorzystac na odpoczynek, lecz kiedy odpoczywa, w regeneracji przeszkadzają mu wyrzuty sumienia, że nie robi nic wartościowego, a jedynie bezsensownie wegetuje.”

W całej książce zastanawia dlaczego Varga wstawil wątek o snach dziadka z bardzo graficznie opisanymi scenami znęcania się nad nim przez pomniki warszawskie. Wydaje mi się, że chciał przedstawic agresję i autoagresję w ogóle, ale po co to robi tak graficznie? Było także kilka momentów kiedy chciałam tą książkę odłożyc ze względu na dłużyzny i poczucie jałowosci w opisywaniu beznadziejności dziadka, ale jednak przebrnęłam przez nie by zostac nagrodzona dalszymi ciekawymi fragmentami.

Podsumowując oge tylko rekomendowac przeczytanie tej surrealistycznej i tragikomicznej książki, aby zaraz po tym zając sie prioryteatmi, czyli rodziną, chwilą obecną, wyłączyć komórkę, telewizor oraz komputer.... a więc do następnego razu.

P.S. Gratulacje dla Dariusz Nowickiego i Muńka Staszczyka za bardzo rzeczowe i adekwatne streszczenia zamieszczone an tylniej okładce książki.

"Windziarz Pana Boga" Andrzej Szmilichowski - 6 grudnia 2008


"Windziarz Pana Boga" Andrzeja Szmilichowskiego

A oto książka na kolejne spotkanie. Tym razem wybrałam polskiego autora i jestem bardzo ciekawa jakie wrażenie zrobi ta książka.

Poniżej załączam informacje jakie znalazłam na stronie wydawnictwa "Prószyński i S-ka"

Opowiadania Andrzeja Szmilichowskiego to interesujące, a niekiedy wręcz frapujące próby odpowiedzi na pytanie, jaki jest świat, skoro nie taki, jaki nam się wydaje i nie taki, w jaki każe nam wierzyć nauka. Toteż za ich właściwych bohaterów łatwiej uznać zjawiska czy miejsca niż ludzi. Stają się tymi bohaterami dziury w czasie, pozwalające na kontakt z przeszłością albo przyszłością, różne relacje między ludźmi, choćby miłość, albo też miasta – Sztokholm czy Wiedeń. W pozorach rzeczywistości i codzienności rozgrywają się tu sprawy, do których oglądu nie sposób zastosować mędrca szkiełka i oka. Ale nie są to teksty mroczne; przeciwnie – z każdego niemal przebija przekonanie, że między prawdą, dobrem i pięknem istnieje tajemny związek, który może ocalić nasz świat, ten rzeczywisty.

Andrzej Szmilichowski Prozaik i poeta od 1973 roku mieszkający w Szwecji. Członek Związku Literatów Polskich, Stowarzyszenia Dziennikarzy RP oraz Związku Pisarzy Szwedzkich. Felietonista miesięcznika „Nieznany Świat” i sztokholmskiej „Nowej Gazety Polskiej”. Opublikował zbiory poezji: „Ujść nie zdołasz przed pogonią rzeki” (1996), „Deszcz i słońce” (1990), „Zadomowienie” (2004), „371028-7693” (2006), „HOMErun” (2008) oraz zbiory opowiadań i powieści: „Bliskie a nieznane” (1992), „Widzę także niebo” (1996), „Zapiski z przyjacielem w tle” (2001), „Wyspy polecone” (2002), „Po tamtej stronie materii” (2003).

Recenzje:


Zdjęcie użyczone przez wydawnictwo "Prószyński i S-ka"

"Chłopiec z latawcem" - spotkanie klubu


Właśnie zakończyło się internetowe spotkanie i dyskusja o "Chłopcu z latawcem" czyli "Kite Runner'ze" Khaleda Hosseiniego. Książka podobała się i uważana jest za wartą przeczytania.
Jedna z nas przeczytała także kolejną książkę tego samego autora, ale jak stwierdziła, już nie to samo.

Pogadałyśmy także o innych książkach oraz na kilka innych tematów także.

Do usłyszenia za miesiąc!

Lista potencjalnych lektur... (5)

Tym razem z Książko-landii, gdzie zawitałam dzięki linkowi na zaprzyjaźnionym blogu. A oto co znalazłam:

1. "Intymna teoria względności" Janusz L. Wiśniewski

2. "Córka dyrektora cyrku" Jostein Gaarder

3. "Marylin, ostatnie seanse" Michael Schneider

4. "Moje życie z Mozartem" Eric Emmanuel Schmitt

"How Starbucks Saved My Life" Michael Gates Grill


Ta książka nie jest warta przeczytania i żałuję, że ją wypożyczyłam... ale taki to już mój los, że często ulegam pokusie gdy widzę chwytliwy tytuł, jak ten: „Jak Starbucks uratował mi życie” ("How Starbucks saved my life") Michaela Gatesa Grilla.

Historia w skrócie wygląda tak, że facet po 50-tce traci dobre stanowisko w renomowanej agencji reklamowej gdzie przepracował całe swoje życie. Jest podłamany i właściwie nie potrafi się pozbierać. Przechodzi jednocześnie kryzys wieku średniego, jak i kurs nauki dawania sobie rady poza swoim środowiskiem. Przez pewien czas jeszcze utrzymuje się na powierzchni jako wolny strzelec, czyli konsultant, ale to nie trwa długo. Z uprzywilejowanego życia (pochodzi z zamożnej rodziny) zaczyna wycinać coraz więcej, ale niestety „przytrafia” mu się romansik i kolejne dziecko, a ma już czworo dorosłych dzieci ze swoją żoną. Teraz nie tylko nie ma na życie, ale nie ma także rodziny - żona odchodzi zabierając resztę majątku, a dorosłe dzieci po prostu przestają się z nim kontaktować, choć z czasem udaje mu się ten kontakt odbudować. W trakcie dorastania bohater doznaje olśnienia i uznaje, że stracił w życiu wiele, bo przegapił dzieciństwo swoich już dorosłych dzieci poświęcając się karierze i zarabianiu pieniędzy. Jednak to odkrycie mu nie pomaga... bo pieniędzy wraz z perspektywami na zatrudnienie ciągle brak ... aż pewnego dnia pijąc kawe w Starbucksie otrzymuje ofertę pracy jako „Partner” w języku tejże firmy, a po polsku jako sprzedawca-kelner, za najniższą stawkę czyli jakieś 8 dollarów za godzinę plus ubezpieczenie zdrowotne (bardzo ważne w Stanach).

W ten sposób nasz bohater wchodzi w zupełnie nowy dla niego świat, tzw. inner-city people, czyli ludzi z centów miast, często biednych z pokolenia na pokolenie bez edukacji i środków na nią a co za tym idzie perspektyw na polepszenie bytu (w przeciwieństwie do Europy centrum miasta jest to kiepskie miejsce do życia ze względu na gestość zaludnienia, brak planów rozwojowych, brak zieleni, dużą przestepczość itp.) i dostrzega to czego nie widział przez 30 lat pracy jako manager w dużej agencji i osoba bogata z domu

I tutaj zaczyna sie kalka i kicz zupełny, bo nagle odkrywa, że afirmative action (czyt: ustawowe zrównywanie szans dla nie-białych) nie działa, a już szczególnie w wielkich korporacjach. Okrywa, że ludzie mają tendencję do negatywnej oceny ludzi odmiennych od swojej grupy społecznej, że nie mając zasobów finansowych trudniej jest wygrzebać się z dołka, że życie układa się bardzo różnie i bedąc na koniu, szczególnie wysokim, wcale nie oznacza, że się z niego kiedyś nie spadnie. Na dodatek całej tej lekcji życiowej udziela mu czarnoskóra dziewczyna w wieku jego dorosłej córki, która swoje przeszła i na ludzi wyszła...

Wielu szczegółów dodać nie mogę, ponieważ do końca tej książki nie przeczytałam... Nie moge jakoś się zmusić!

To co jedynie działa na plus dla tej książki, to że w końcu ktoś (czyt: biały mężczyzna, wykształcony i z dorobkiem zawodowym) powiedział grzecznie, choc dosadnie o ustawach w amerykańskim ustawodawstwie (jak w każdym innym zresztą) istniejących jedynie na papierze, o nierównym starcie, o różnych kulturach w ramach tego samego narodu, o mozliwościach i konieczności walczenia o siebie, o Ameryce taka jaka jest...

A teraz dośc ciekawie napisany fragment posłowia:
„When I was growing up in New York City, I was told; “Don’t make eye contact.” I purposely would not even glance at people from different races, classes, or backgrounds. I wore blinders and only wanted to see people just like me. When Crystal called to me and I leapt, I gradually open my eyes and looked and saw that the respect she showed me was a gift that would lead to a more fulfilling life. I learned to look and see everyone in my day as a welcome guest to be treated with respect. I stopped seeing people as representative of different races, classes, genders, or educational backgrounds. Instead, by truly seeing each person I met as a unique individual, I discovered a world of amazing variety and surprising wonder, almost as if I had been reborn”

"Dorastając w Nowym Jorku pouczano mnie "Nie nawiązuj kontaktu wzrokowego". Celowo nawet nie zerkałem na ludzi odmiennej rasy,klasy społecznej lub pochodzenia. Nosiłem klapki na oczach i chciałem tylko widzieć ludzi takich jak ja sam. Kiedy Crystal wyciągnęła do mnie rękę i odważyłem się ją przyjąć, stopniowo otwierałem oczy i rozglądając się zobaczyłem, że szacunek jaki mi okazywała był darem, który stał się źródłem pełniejszego życia. Nauczyłem się patrzeć i widzieć każdego wciągu dnia jako pożądanego gościa, któego należy traktować z szacunkiem. Przestałem widzieć ludzi jako przedstawicieli różnych ras, klas, płci czy z różnym poziomem wykształcenia. Zamiast tego dzięki prawdziwemu postrzeganiu każdej osoby jako unikalnej jednostki odkryłem świat niesamowitej różnorodności i zadziwiającego piękna, tak jak nowonarodzone dziecko."

„Niesamowita Słowiańszczyzna” Maria Janion


Z trochę innej beczki książka „Niesamowita Słowiańszczyzna” Marii Janion. Polecona przez koleżankę Emilkę, więc nawet za bardzo się jej nie przyjrzałam tylko zakupiłam będąc w Polsce i teraz czytam, a raczje póbuje ją przeczytać... Dzięki Emilka, wielkie dzięki!

Ale do rzeczy... Jak tytuł wskazuje jest to o tym czego tak niewiele nas uczono w szkołach, czyli o słowiańszczyżnie sprzed czasów chrześcijaństwa.

Pewnie większość z nas pamięta ze szkoły legendę o Popielu, Biskupin, chrzest Polski jako staranie Mieszka I w stworzeniu państwa Polskiego i zaistnieniu na arenie międzynarodowej z oddzieleniem się przysłowiową „grubą kreską” od przeszłości pogańskiej, a później właściwie to już tylko istniała u nas wiara chrześcijańska oraz „złoty wiek” gdy kraj rozciągł się od Bałtyku po Morze Czarne i przyjęliśmy Żydów uciekających z innych krajów europejskich (w końcu znaleźli się jacyś innowiercy!), a później to już było tylko źle i Targowica, i rozbiory i 127 lat zaborów, i ciągła walka o przetrwanie kultury, a i po drodze ci Romantycy z ich mesjanizmem i jakimiś tam starodawnymi wierzeniami w „Dziadach”, „Goplanie”, „Starej Baśni”, „Walenrodzie” i pewnie kilku jeszcze innych, których nie wymieniłam na szybko z pamięci, bo... no właśnie, dlaczego?

Ano dlatego, że szczególnie Romantyzm potraktowany był zawsze jako coś odległego, na piedestale i na wysokiej półce jednocześnie. Wszystko było takie jakieś wydumane, zupełnie niezrozumiałe i nie trzymające się kupy... a do tego omawiane z przykazu szkoły, przez nauczyciela, który jakoś tam musi materiał przerobić z nastolatkiem nie bardzo chętnym do zagłębienia się w temat. Mieszanka swoiście produktywna!

Jednak to co pisze Maria Janion w zbiorze esejów po tytułem „Niesamowita Słowiańszczyzna”, choć w języku znacząco trudniejszym niż zwykle użytwanym w czytanych powieściach, a nawet z kilkoma słowami do sprawdzenia w słowniku (nie pamiętam kiedy ostatni raz mi się to zdarzyło!), to jednak dodaje właśnie coś co zostało tak zręcznie ominięte w szkole i nagle jakoś przedchrześcijaństka przeszłość z 1000 leciem historii oraz współczesnością układają się w całość! Aż się zakrzyknąć chce Eureka!

Bardzo, ale to bardzo gorąco polecam ....

"Histeryjki o May" Monika Mostowik


To książeczka nieduża i dość cienka, bo to właściwie opowiadanie o tej samej osobie z trzech perspektyw: narratora, przyjaciół oraz samej May. Czyta się szybko, ale nie dlatego, że są to tak wciągające opowiadanka. Forma przypomina wprawkę osoby z kursu kreatywnego pisania i jest sama w sobie ciekawe, ale nie powiedziałabym, żeby dodało wartości temu dziełu.

O czym jest historyjka? Jak tytuł wskazuje o May, która jest mocno poplątana. Jest bardzo zamknięta, mająca tylko niewielki kontakt z samą sobą. Nauczono ją, że ludzi należy zadowalać, ale to nie pomaga jej w utrzymaniu relacji z mężem, koleżankami, kolejnymi mężczyznami. Z czasem jednak przestaje zadowalać innych i jeszcze bardziej traci kontakt ze światem zewnętrznym, co jej właściwie nie martwi.

Chociaż książeczka nie jest najwyższychlotów to jednak skłania do zastanowienia nad tym jak wiele kobiet znajduje się w podobnej sytuacji. Jak trudno jest połączyć bycie sobą z oczekiwaniami świata zewnętrznego.... Jak trudno być sobą gdy nigdy się tego nie widziało w domu rodzinnym... Jak trudno jest wyjść ze schematu wyniesionego z rodzinnego domu.... Jak trudno jest uciec od stygmy historii rodzinnej...

Pomimo powyższych spostrzeżeń nie mogę jednak tej książki uznać za godną polecenia.
Źródło: Okładka dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka

Lista potencjalnych lektur... (4)

Kolejny blog, który przeglądnęłam ostatnio należy do Anny i zatytyłowany jest "Przeczytałam książkę". Od razu zaznaczam, że autorka dużo czyta po niemiecku, a więc po wiele książek nie będzie można sięgnąć bez znajomości niemieckiego (niestety!)

A oto książki jakie wpisuje na moja listę potencjalnych lektur:
1. "Ex libris" Anny Fadiman
2. "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See
3. "Raj tuż za rogiem" Mario Vargas Llosy
4. "Ostatnie historie" Olga Tokarczuk

"Ostatnia bitwa templariusza" Arturo Perez-Reverte


Tą książkę wzięłam do ręki właściwie bez zastanowienia, ponieważ znacznie wcześniej przeczytana „Szachownica flamandzka” po prostu zachwyciła mnie i szczerze ją polecam.

Niestety „Ostatnia bitwa Templariusza” nie jest tym czego oczekiwałam, choć ma te same elementy: zagadka związana z obiektem historycznym (tym razem to nie obraz, a kościół), morderstwa, tajemnicze machinacje oraz bohater, który to wszystko ma jakoś poukładać w logiczną całość, ale pomimo tych samych składników ciasto nie wyszło w tym pieczeniu.

Jednak by być sprawiedliwym opowiem po krótce o tej książce zaczynając od tytułu, który dokładnie odzwierciedla pewną bitwę Templariusza, czyli to wewnętrzne zmaganie, które wierny sługa kościoła przegrywa z machiną polityczną, ale dzięki temu wygrywa wierność samemu sobie.

Templariusz XXI wieku to Lorenzo Quart, pracownik Instytutu Spraw Zagranicznych (dawniej zwanego Świętą Inkwizycją), który wykonuje zadania specjalne dla „linii politycznej i utrzymania dobrego imienia” swojego pracodawcy, czyli Watykanu. Tym razem dostał zdanie godne naszych czasów – wytropienie hackera, który przedostał się do skrzynki emailowej samego Ojca Świętego i tam pozostawia niewygodne wiadomości o niepewnych losach kościoła w Sewilli, gdzie zginęły lub zostały zamordowane dwie osoby. Wysłannik podąża do Hiszpanii, gdzie jako przystojny, świetnie ubrany i inteligentny agent z Watykanu podbija serca kobiet, ale i sam wpada w pułapkę uczuć. Nie dotyczy to tylko pokus cielesnych na jakie zostaje wystawiony żyjący w celibacie ksiądz, ale także pokusę pójścia na skróty i podążenia za tym czego żadają zwierzchnicy, choć sumienie wskazuje inaczej.

W trakcie rozwiązywania zagadki „kościoła, który zabija”, Lorenzo poznaje ludzi, którzy podążają przez życie w zgodzie ze swoim sumieniem, a więc jest restauratorka i wykładowczyni historii sztuki – Gris Marsala, która niedgyś była zakonnicą; jest stary ksiądz – ojciec Priamo, który za młodu walczył o najbiedniejszych wiernych, a obecnie uparcie odprawia msze czwartkowe (warunek fundatora by kościół mógł trwać); jest młody wikariusz, który nasłany przez arcybiskupa jako wtyka przechodzi na stronę wroga (czyt: broniących kościoła). Wśród tych ludzi jest także piękna kobieta – księżna Macarena Bruner, której mąż chce kupić ziemię na której stoi kościół, a która za wszelką cenę chce temu przeszkodzić i po części w tym celu uwodzi Lorenzo, ale także sama wpada w zastawione przez siebie sidła uczuć.

Poza obrońcami są i przeciwnicy zachowania kościoła, a więc mąż księżnej i bankier – Pencho oraz jego pomagier zlecający „mokrą robotę” trójce nieudaczników – pseudo prawnikowi Don Ibrahimowi, śpiewaczce z podrzędnych lokali – Dzidzi oraz lekko opóźnionemu mięśniakowi – Źrebakowi Fernando.

Tak jak napisałam już wcześniej nie jest to książka skonstruowana zbyt finezyjnie. Jest wiele postaci z ich interesami ziemskimi oraz zadawnionymi grzechami i grzeszkami, a także kilka postaci o szlachetnych charakterach, ale pomimo wysiłku autora ta wielość nie dodaje kolorytu ani głębi charakteru większości z nich. Nie ma także zaskakujących zwrotów akcji a konstrukcja fabuły jest prawie całkowicie linearna. Jedynym mocniejszym akcentem jest znalezienie hackera, którym okazuje się ..... Nie, nie zdradzę zakończenie, bo ktoś jednak może zechcieć przeczytać tą pozycję.

Po chwili przerwy wracamy do programu...

Po dwóch tygodniach przerwy wracam do pisania na moim blogu. Jednak znaim zacznę, to chciałabym pochwalić się, a i troszkę usprawiedliwić przerwę w działalności. Otóz przed prawie 3 tygodniami otrzymałam pracę w King County Libraray System. Lubię książki i lubię być wśród ludzi majacych podobne upodobanie, a więc pomyślałam o pracy w miejscu gdzie jest dużo książek! I tak znalzłam pracę w dziale administracyjnym sieci bibliotek w moim hrabstwie.

Biblioteka w Stanach to miejsce, które przynajmniej moim zdaniem, jest znacznie bardziej otwarte na społeczność lokalną niz polskie biblioteki, choć bynajmniej nie winie tutaj nikogo. Tutaj można nie tylko wypożyczyć książki, ale także posiedzieć w internecie, odrobić pracę domową z korepetytorem w ramach programu pomocowego, podyskutować o książkach w klubie książki, wynająć salę na spotkanie, przygotować swoje podatki gdy przychodzi termin, uczyć się angielskiego w ramach programu dla obcokrajowców „English as a Second Language” albo po prostu posiedzieć z gazetą w ręku. Biblioteka jest też miejscem gdzie warto pojawić się tuż po przybyciu do nowego miasta, bo tutaj znajdziesz informacje o społeczności, o atrakcjach kuturalnych, o środkach transportu oraz innych życiowych potrzebach.

Jeśli chcialibyści dowiedzieć się więcej o tym miejscu to zapraszam na stronę KCLS.

„Łaskawa ziemia” czyli "The Good Earth" Pearl S. Buck


Przeczytałam tą książkę już jakiś czas temu, ale postanowiłam o niej wspomnieć, bo na „sąsiednim” blogu zobaczyłam, że wydana została także po polsku, ale od początku... Sięgnęłam po tą książkę jako wybór Oprah Book Club, który tutaj w Stanach jest popularny, i cieszę się, że to zrobiłam, bo książka warta jest przeczytania.

Jest to saga rodziny chińskiej żyjącej na przełomie XIX i XX wieku, czyli w czasie kiedy tak wiele zmian zachodziło także w Chinach. Z jednej strony był to czas ostatniego cesarza Chin. Czas gdy stopy kobiet, szczególnie tych zamożnych, były obwiązywane by nie rosły, bo małe stópki były oznaką urody, ale także uwięzienia, bo na małych stópkach uciec nie można. Czas gdy mężczyźni mieli wiele żon, ale także kilka konkubin, co było oznaką zamożności i prestiżu. Czas gdy nawet wieśniacy mieli niewolników. Czas gdy powstania polityczne i intelektualne zmieniały krajobraz Chin by w końcu doprowadzić do zastąpienia feudalnych rządów Republiką Chińską.

Główny bohater Wang Lung to rolnik, który dzięki ciężkiej pracy, oszczędności i zapobiegliwości powiększa swoje ziemie. Dużą zasługę w tym ma jego żona O-lan, która zanim go poślubiła była kuchenną niewolnicą w domu bogacza Hwang. Dzięki ślubowi w jego domu zagościł nie tylko porządek, ale życie i jego, i jego ojca stało się łatwiejsze i przyjemniejsze, ale czy nauczy się ją szanować? Żona wspiera działania męża, który coraz to kupuje kolejny kawałek ziemi, by w końcu stać się znaczącym właścicielem ziemskim. W międzyczasie rodzina powiększa się o kolejnego syna, a także o konkubinę obsypywaną biżuterią. Dzięki rosnącej zamożności ojciec może wykształcić swoich synów, ale to pociąga za sobą konsekwencje – synowie chcą żyć nowocześnie, nie chcą być rolnikami. A wszystko to w ciągu jednego życia Wanga Lung.

Podsumowując - to saga o ludziach związanych z ziemią i kochających ją, którzy muszą zmierzyć się ze zmianami... Jak to mówią „obyś w ciekawych czas żył”...

Podobała mi się ta książka i polecam ją!
Jeśli zainteresuje was ta saga, to jej dwie następne części to: 2. „Sons” czyli „Synowie” i 3. „A House Divided” czyli „Dom w ruinie” .

O autorce: Pear S. Buck urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ale właściwie większość życia spędziła w Chinach – najpierw jako córka misjonarzy, a później jako żona misjonarza, by wreszcie sama zostać mosjonarką. Jej pierwszym językiem był mandaryński, a język angielski dopiero drugim. Dało jej to świetną pozycję do obserwacji ówczesnych Chin i ich mieszkańców.
Znalazłam także artykuł o niej:
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,3192117.html
Źródło: Okładka polskiego wydania dzięki uprzejmości Wydawnictwa „Muza”. Okładka anglojęzycznego wydania dzięki uprzejmości Amazon.com

"Zobacz Marianna co narobiłaś" Aleksandra Ścigała


Wzięłam do ręki tę książkę, ponieważ zaintrygowała mnie notka na tylniej okładce, zrówno ta jej część o książce jak i o autorce. Niestety to wielka moja pomyłka!

Jest to książka niezrozumiała dla mnie. Jej narrator najstarszy z trzech braci – Szymon opowiada o sobie i swoich dwóch braciach – Grzegorzu i Młodszym oraz o ich związku z Marianną, w której każdy z nich jakoś tam się kocha i chce być z nią. Wszyscy mieszkają pod jednym dachem i ciągle rywalizują o jej względy. Zdaniem Szymona, Marianna wymaga opieki, bo jest w depresji z powodu braku pracy i akceptacji otoczenia - wsi. Na domiar wszystkiego jeszcze jest jakiś pożar, o który nie wiadomo kogo oskarżyć, choć na pewno nie Mariannę. Cała historia jest jak jakieś delirium z powycinanymi kawałkami w środku. Zupełnie nie trzymająca się kupy całość, która ma przedstawiać sytuację na polskiej wsi gdzie brak jest akceptacji dla innego lub wychodzącego przed szereg. Bohaterowie mogą odejść by szukać dla siebie innego miejsca, ale jakoś pozostają i gdy nawet jednemu z braci udaje się to, to jednak wraca by trwać w tym absurdalnym układzie rodzinnym. Dlaczego? Po co? Nawet czytać tą książkę było mi trudno i w końcu po kilkakrotnym wysiłku przebrnięcia przez nią... zarzuciłam moje próby, a niezmiernie rzadko zdarza mi się niedokończyć książki! Jeśli ktoś tą książkę przeczytał i potrafi mi ją jakoś wytłumaczyć, to bardzo proszę...

Podsumowując: strata czasu i pieniędzy!

O autorce: Aleksandra Śmigała urodziła się w Semkowicach, ale od kilku lat szuka swojego miejsca na świecie; obecnie mieszka w Zurychu. Skończyła filologię polską i dziennikarstwo. Jest to jej druga książka po debiucie w 2004 powieścią „Martwosz. Historia romantyczna.”
Zdjęcie okładki dzięki uprzejmości wydawnictwa "Prószyński i S-ka"

Lista potencjalnych lektur... (3)

Jak nie czytam książek to czytam czasopisma i przeszukuje Internet... i oto co znalazłam... kolejny ciekawy blog o... książkach!
A oto lista z blogu Joanny pt.: "Czytelnia"
1. "Wielki Gatsby" F. Scott Fitzgerald
2. "Sztukmistrz z Lublina" Isaaca Bashevisa Singer
3. "Zima w Sztokholmie" Agneta Pleijel.

"Rien ne va plus" Andrzej Bart


Pomimo francuskiego zwrotu w tytule to jednak polska książka. Nie jest to nowa pozycja, bo po raz pierwszy wydana została w 1991 i przetlumaczona na język francuski i węgierski. W obu wersjach zyskała uznanie krytyków.

Jest to książka dla ludzi znających i lubiących polską historię, bowiem bez jej znajomości nie da się zrozumieć co autor miał na myśli. A miał na myśli... to jak bardzo zmienna była i jest historia nasza.

Zazwyczaj takie utwory koncentrują się na pewnym krótkim jej odcinku, ale w tym przypadku jest odwrotnie. Autor dokonuje przeglądu zwrotów dziejowych od ostatniego króla Polski aż po lata powojenne z lekka tylko zarysowując każdy okres postaciami i zdarzeniami historycznymi. Koncentruje się natomiast na zwykłych ludziach, którzy żyją przede wszystkim tu i teraz. Starają się być patriotami, ale też starają się osiągnąć i zbudować coś trwałego dla swojej rodziny... by za chwilę wszystko stracić, bo historia znów dokonała gwałtownego skrętu.

Nie jest to utwór z wartką akcją, a raczej spokojnie opowiedziana historia, bo też i jej główny bohater - „świadomość” włoskiego księcia d’Arzipazzi zamknięta w obrazie - nie jest zaangażowany emocjonalnie w to czego jest świadkiem. Owszem kobiety i karty zawsze były ważne, ale nic poza tym. Obraz przywieziony z Włoch przez nuncjusza papieskiego przechodzi przez różnych właścicieli od króla Stanislawa Augusta, jego dworzan, a później coraz bardziej ubożejącą szlachtę aż do mieszczaństwa i inteligencji międzywojennej, by już po drugiej wojnie światowej stać się własnością handlarzy i na sam koniec "przejść na emeryturę" w muzeum. W ten sposób Bart przedstawia historię Polski z innej niż zwykle perspektywy. Omija rafę emocjonalnego zaangażowania i dzięki temu jest w stanie przedstawić historię taką jaką była dla ludzi ówcześnie żyjących. Przedstawił także Polskę ówczesną widzianą oczami obcokrajowca przyjeżdżającego z kraju znacznie bardziej cywilizowanego, a więc bohater jest niejednokrotnie zaskoczony, ironiczny w oceniach, ale po jakimś czasie rozumie i docenia różnice w kulturze i sposobie życia.

Na sam koniec powrócę do tytułu, którego znaczenie jest podwójne. Z jednej strony oznacza koniec obstawiania w ruletce, a z drugiej jest to koniec nagłych zakrętów historii dla głównego bohatera w końcu umieszczonego w spokojnym muzealnym magazynie. Wydaje się, że trafniejszy tytuł trudno znaleźć!

Jest to utwór po który sama nie sięgnełabym, ale cieszę się, że go poznałam... Polecam!

O autorze:
Andrzej Bart to niezwykła postać polskiej literatury, unikająca dotąd kontaktów z mediami. Znany jako autor powieści Człowiek, na którego nie szczekały psy, Rien ne va plus, Pociąg do podróży. Jako Paul Scarron jr napisał Piątego jeźdźca Apokalipsy. Jest także dokumentalistą i autorem scenariuszy filmowych.
Okładka dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.

Lista potencjalnych lektur (2)

Tym razem spędziłam trochę czasu na blogu Foxinaa "Wieczór z książką" i tam znalazłam kilka interesujących pozycji do przeczytania:
1. "Tańcz, tańcz, tańcz..." Haruki Murakami - wpis 7 lutego 2008
2. "Dom z papieru" Carlos Maria Dominguez - wpis 13 lutego 2008
3. "Pałac snów" Ismail Kadare - wpis 15 lutego 2008
4. "Kradnąc konie" (oryginaly tytul: "Out Stealing Horses") Pera Pettersona - wpis 24 lutego 2008
5. "Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson - wpis 1 kwietnia 2008
6. "Droga do piekła" Majgull Axelsson - wpis 1 kwietnia 2008
7. "Matka" Pearl S. Buck - wpis 4 kwietnia 2008
8. "Droga" Cormac McCarthy - wpis 17 kwietnia 2008 (to takze ksiazka z klubu Oprah)
9. "Córka grabarza" Joyce Carol Oates - wpis 21 kwietnia 2008
10. "Zapora" Henning Mankell - wpis 12 czerwca 2008
11. "Weź moją duszę" Yrsa Sigurdarđóttir - wpis 17 lipca 2008
12. "Kolekcja" Gioia Diliberto - wpis 25 lipca 2008
13. "Vita" Melania Mazzucco - wpis 4 sierpnia 2008
Mam nadzieję, że nikt się nie przestraszy tej liczby...

"Surveillance" Jonathan Raban


To książka Brytyjczyka mieszkającego na stałe w USA a dokładnie w Seattle. Jonathan Raban to aktywny dziennikarz i pisarz znany z artykułów i książek odnoszących się do obecnej sytuacji politycznej i społecznej oraz piękna natury amerykańskiego kontynentu, jak i historii USA.

„Surveillance” nie wyłamuje się z tej tonacji, bo jest to książka zawierająca esencję dnia codziennego, czyli mikstury wielkiej historii toczącej się wokół nas oraz naszych „małych” spraw prywatnych. Jest to powieść, gdzie niezależna dziennikarka Lucy Bengstrom przygotowywując portret pisarza Augusta Vanag’a dla magazynu GQ podejrzewa sfałszowanie autobiografii w epizodach z czasów drugiej wojny światowej w jego bestsellerowej książce, a nawet otrzymuje fotografie zdającą się te wątpliwości potwierdzać. Jednocześnie jako samotna matka staje przed dylematem jak i ile informacji udzielić swojej córce na temat jej ojca. Skolei nastoletnia córka Alida zaczyna stawiać sobie pytania co do roli przyjaciela rodziny, Tad’a (nomen omen Tad to brzmi prawie jak „dad”, czyli tata) – geja, który być może umiera na AIDS. Jest także wątek romansowy, ale nie w klasycznym tego słowa znaczeniu, bo immigrant Mr. Charles o Lee zrealizowawszy „American dream” jest w fazie legalizacji swojego istnienia.

Te wątki dnia codziennego są ciekawie przemieszane ze schematem walki starego – profesora Augusta V. z nowym – uczniem Tad’em, jak również zobrazowaniem bipolarnego schematu partii politycznych w Stanach gdzie starzy to Republikanie a nowi to Demokraci. Ta „walka dobra ze złem” jest przedstawiona w dyskusji profesora i ucznia, starego i nowego, Republikanina i Demokraty, którzy przekonują do swoich racji chorobliwie wręcz niezdecydowaną główną bohaterkę, jak wyborcę kuszą teraz McCain i Obama (mamy w końcu rok wyborów prezydenckich!). Ta dodatkowa warstwa tej książki warta zastanowienia, bo autor nie daje jednoznaczej odpowiedzi.

Książka jest napisana w susnesie, a więc czytając ją ma się poczucie oczekiwania na przełom, na rozwiązanie. I czytelnik otrzymuje je, choć zupełnie nie takie na jakiego oczekiwał..., ale tego nie dowiecie się ode mnie...

Polecam!

P.S. Jeśli będziecie mieli okazję przeczytać notkę od wydawcy na wewnętrznej okładce, darujcie sobie, bo zupełnie nie oddaje charakteru i treści książki! A tutaj link do strony o autorze: http://www.jonathanraban.com/index.php

"Kite Runner", czyli "Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini - 8 listopada 2008



"Kite Runner" ("Chłopca z latawcem") Khaled Hosseini


Wybrałam tą książkę, bo będzie ona łatwa do osiągnięcia w języku angielskim i polskim.

Wydana w 2003 w języku angielski pt. debiutancka książka Khaled'a Hosseini'ego szybko stała się sukcesem wydawniczym tutaj za oceanem. Przez prawie dwa lata urzymywała się na liście bestsellerów the New York Times'a. Wkrótce branża filmowa zainteresowała się nią i w roku 2007 film wszedł na ekrany kin.

Historia toczy się w Afganistanie tuż przed przejęciem władzy przez Talibów. Pokazuje jakże inny kraju niż ten znany nam z wiadomości telewizyjnych z jego bogatą i starą kulturą. To wszystko jest tłem dla historii dwóch różnych chłopców wychowujących się pod jednym dachem, których historia i różnice klasowe rozdzielają by połączyć ponownie w osobie syna jednego z nich. Dużą część tej książki stanowi studium charakterów, które samo w sobie stanowi o wartości tego debiutu. Nie chcę napisać nic więcej by nie popsuć przyjemności odkrywania Afganistanu i książki.

Khaled Hosseini urodzony w Kabulu w Afganistanie od 1980 mieszka w USA w północnej Kalifornii. Po jego debiucie literackim w Stanach, powieść szybko stała się międzynarodowym bestsellerem wydanym w 38 krajach. Od 2006 jest Ambasadorem Dobrej Woli przy agendzie ONZ zajmującej się uchodźcami.

Lista potencjalnych lektur (1)...

Miałam godzinkę czasu, więc przejrzałam bloga Bruixa pt: "Mól Książkowy" i oto co mnie zaciekawiło:

1. "Czarna szabla" Jacek Komuda
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/08/jacek-komuda-czarna-szabla.html
2. "Zaułek łgarza" Robert McLiam Wilson
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/06/robert-mcliam-wilson-zauek-garza.html
3. "Nad krawędzią" Jonathan Kellerman
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/05/jonathan-kellerman-nad-krawdzi.html
4. "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/04/carlos-ruiz-zafn-cie-wiatru.html
5. "Sprawa Saint-Fiacre" Georges Simenon
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/03/georges-simenon-sprawa-saint-fiacre.html
6. "Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/02/neil-gaiman-amerykascy-bogowie.html
7. "Limes inferior" Janusz Zajdel
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/01/janusz-zajdel-limes-inferior.html
8.
"Orlando" Virginia Woolf
http://molksiazkowy.blogspot.com/2008/01/virginia-woolf-orlando.html
9. "Śniadanie u Tiffany'ego" oraz "Harfa traw" Truman Capote
http://molksiazkowy.blogspot.com/2007/11/truman-capote-niadanie-u-tiffanyego.html
10. "Konformista" Alberto Moravia
http://molksiazkowy.blogspot.com/2007/11/alberto-moravia-konformista.html
11. "Letni deszcz. Kielich" Anna Brzezińska
http://molksiazkowy.blogspot.com/2007/07/anna-brzeziska-letni-deszcz-kielich.html
12. "Przepaska z liści" Patrick White

http://molksiazkowy.blogspot.com/2007/03/patrick-white-przepaska-z-lici.html
13. "Długa droga w dół" Nick Hornby
http://molksiazkowy.blogspot.com/2006/12/nick-hornby-duga-droga-w-d.html

"Własne miejsca" Katarzyna Tubylewicz

To druga książka tej autorki. Pierwszej nie czytałam, a po tą sięgnęłam dzięki genialnej, w mojej opinii, recenzji Grażyny Plebanek na tylnej okładce.

Moim zdaniem to książka bardzo ciekawa i ciekawie napisana. Składa się z kilku wątków: historii głównych bohaterów szukających swojej połówki, historii emigrantki z porywu serca wchodzącej w tak odrębną od własnej kulturę oraz historia porozumienia ojca i syna, którzy choć spokrewnieni to jednak z różnych kultur. Tło stanowi Polska początku lat 90-tych z szybkimi zmianami i kwitnącą ekonomią widziana oczami obcokrajowca.

Historia napisana przez Polkę na emigracji, a więc zanurzonej w obcym języku, w obcej kulturze, którą nasiąka się niepostrzeżenie i miksuje z własną. Dzięki użyciu mieszanki języków – w tekst wstawione są szwedzkie słowa, zwroty i wyrażenia – autorka pokazuje, że po jakimś czasie są w naszych głowach słowa praktycznie nieprzetłumaczalne, bo tak obarczone kulturą kraju.

Autorka określa siebie samą jako osobę żyjącą na rozstawionych nogach – trochę tu, trochę tam i tacy są także jej bohaterowie. Nie znajdzie się w tej książce odpowiedzi na to jak sobie poradzić z tym ciężarem, bo choć dziecko pomaga to jednak nie jest rozwiązaniem, a tylko zakotwiczeniem w teraźniejszości.

To książka warta przeczytania. Polecam!

Linki: