"Dojczland" Andrzej Stasiuk



To kolejne dzieło Andrzeja Stasiuka z tytułem wskazującym na temat. Spolszczona pisownia niemieckiego słowa to nie tylko zabieg artystyczny, ale także odzwierciedlenie braku znajomości języka niemieckiego u tego autora. Zabawne jest, że właśnie tam, w Niemczech, jego książki są popularne i właśnie tam tak często je promuje!

Cała książka to skrótowy opis jego podróży „komiwojażera własnych książek” jeżdżącego z miasta do miasta na spotkania autorskie gdzie nikogo nie zna, nikogo nie może zrozumieć bez tłumacza, a też nie jest właściwie niczym zainteresowany. Dzięki temu jednak dużo czasu spędza na dworcach w oczekiwaniu na pociąg do kolejnego miasta i w tym oczekiwaniu nieodłącznie towarzyszy mu butelka „Jima Beama”. Wizerunek pisarza książek w wersji Stasiuka jest raczej smutny, bo to nie tylko codzienna promocyjna podróż do kolejnego miasta gdzie po spotkaniu z zainteresowanymi czytelnikami wraca do hotelu by zaszyć się, pić i następnego dnia obudzić się na kacu by zbierać do drogi do następnego miasta.

W ramach tej raczej smutnej egzystencji znalazł jednak czas na sformułowanie kilku reflekcji, a raczej przemyśleniu kilku swoich kompleksów, które nazywa „kompleksami narodowymi”. Daje do zrozumienia, że jego stosunek do Niemiec jest związany z polską historią i kulturą uznającą ich za naród bardziej zaawansowany cywilizacyjnie. Wyraźnie widać, że bliżej Stasiukowi do wschodniej niż zachodniej Europy, gdzie może odgrywać bogatszego krewnego...

Piszę te kilka zdań o książce, która właściwie nie wnosi nic i której powstania można byłoby uniknąć, bo drukowanie jej to jednak strata drzew, a czytanie to strata czasu....

P.S.
Zabawny jest komentarz na tylnej okładce:
„Jest to opowieść o niełatwym losie literackiego gastarbajtera... Pełna jest celnych obserwacji, błyskotliwych refleksji oraz niewyszukanego humoru.” Autor
* Wizerunek okladki uzyczony przez Wydawnictwo Czarne

No comments:

Post a Comment