Lista potencjalnych lektur... (4)

Kolejny blog, który przeglądnęłam ostatnio należy do Anny i zatytyłowany jest "Przeczytałam książkę". Od razu zaznaczam, że autorka dużo czyta po niemiecku, a więc po wiele książek nie będzie można sięgnąć bez znajomości niemieckiego (niestety!)

A oto książki jakie wpisuje na moja listę potencjalnych lektur:
1. "Ex libris" Anny Fadiman
2. "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See
3. "Raj tuż za rogiem" Mario Vargas Llosy
4. "Ostatnie historie" Olga Tokarczuk

"Ostatnia bitwa templariusza" Arturo Perez-Reverte


Tą książkę wzięłam do ręki właściwie bez zastanowienia, ponieważ znacznie wcześniej przeczytana „Szachownica flamandzka” po prostu zachwyciła mnie i szczerze ją polecam.

Niestety „Ostatnia bitwa Templariusza” nie jest tym czego oczekiwałam, choć ma te same elementy: zagadka związana z obiektem historycznym (tym razem to nie obraz, a kościół), morderstwa, tajemnicze machinacje oraz bohater, który to wszystko ma jakoś poukładać w logiczną całość, ale pomimo tych samych składników ciasto nie wyszło w tym pieczeniu.

Jednak by być sprawiedliwym opowiem po krótce o tej książce zaczynając od tytułu, który dokładnie odzwierciedla pewną bitwę Templariusza, czyli to wewnętrzne zmaganie, które wierny sługa kościoła przegrywa z machiną polityczną, ale dzięki temu wygrywa wierność samemu sobie.

Templariusz XXI wieku to Lorenzo Quart, pracownik Instytutu Spraw Zagranicznych (dawniej zwanego Świętą Inkwizycją), który wykonuje zadania specjalne dla „linii politycznej i utrzymania dobrego imienia” swojego pracodawcy, czyli Watykanu. Tym razem dostał zdanie godne naszych czasów – wytropienie hackera, który przedostał się do skrzynki emailowej samego Ojca Świętego i tam pozostawia niewygodne wiadomości o niepewnych losach kościoła w Sewilli, gdzie zginęły lub zostały zamordowane dwie osoby. Wysłannik podąża do Hiszpanii, gdzie jako przystojny, świetnie ubrany i inteligentny agent z Watykanu podbija serca kobiet, ale i sam wpada w pułapkę uczuć. Nie dotyczy to tylko pokus cielesnych na jakie zostaje wystawiony żyjący w celibacie ksiądz, ale także pokusę pójścia na skróty i podążenia za tym czego żadają zwierzchnicy, choć sumienie wskazuje inaczej.

W trakcie rozwiązywania zagadki „kościoła, który zabija”, Lorenzo poznaje ludzi, którzy podążają przez życie w zgodzie ze swoim sumieniem, a więc jest restauratorka i wykładowczyni historii sztuki – Gris Marsala, która niedgyś była zakonnicą; jest stary ksiądz – ojciec Priamo, który za młodu walczył o najbiedniejszych wiernych, a obecnie uparcie odprawia msze czwartkowe (warunek fundatora by kościół mógł trwać); jest młody wikariusz, który nasłany przez arcybiskupa jako wtyka przechodzi na stronę wroga (czyt: broniących kościoła). Wśród tych ludzi jest także piękna kobieta – księżna Macarena Bruner, której mąż chce kupić ziemię na której stoi kościół, a która za wszelką cenę chce temu przeszkodzić i po części w tym celu uwodzi Lorenzo, ale także sama wpada w zastawione przez siebie sidła uczuć.

Poza obrońcami są i przeciwnicy zachowania kościoła, a więc mąż księżnej i bankier – Pencho oraz jego pomagier zlecający „mokrą robotę” trójce nieudaczników – pseudo prawnikowi Don Ibrahimowi, śpiewaczce z podrzędnych lokali – Dzidzi oraz lekko opóźnionemu mięśniakowi – Źrebakowi Fernando.

Tak jak napisałam już wcześniej nie jest to książka skonstruowana zbyt finezyjnie. Jest wiele postaci z ich interesami ziemskimi oraz zadawnionymi grzechami i grzeszkami, a także kilka postaci o szlachetnych charakterach, ale pomimo wysiłku autora ta wielość nie dodaje kolorytu ani głębi charakteru większości z nich. Nie ma także zaskakujących zwrotów akcji a konstrukcja fabuły jest prawie całkowicie linearna. Jedynym mocniejszym akcentem jest znalezienie hackera, którym okazuje się ..... Nie, nie zdradzę zakończenie, bo ktoś jednak może zechcieć przeczytać tą pozycję.

Po chwili przerwy wracamy do programu...

Po dwóch tygodniach przerwy wracam do pisania na moim blogu. Jednak znaim zacznę, to chciałabym pochwalić się, a i troszkę usprawiedliwić przerwę w działalności. Otóz przed prawie 3 tygodniami otrzymałam pracę w King County Libraray System. Lubię książki i lubię być wśród ludzi majacych podobne upodobanie, a więc pomyślałam o pracy w miejscu gdzie jest dużo książek! I tak znalzłam pracę w dziale administracyjnym sieci bibliotek w moim hrabstwie.

Biblioteka w Stanach to miejsce, które przynajmniej moim zdaniem, jest znacznie bardziej otwarte na społeczność lokalną niz polskie biblioteki, choć bynajmniej nie winie tutaj nikogo. Tutaj można nie tylko wypożyczyć książki, ale także posiedzieć w internecie, odrobić pracę domową z korepetytorem w ramach programu pomocowego, podyskutować o książkach w klubie książki, wynająć salę na spotkanie, przygotować swoje podatki gdy przychodzi termin, uczyć się angielskiego w ramach programu dla obcokrajowców „English as a Second Language” albo po prostu posiedzieć z gazetą w ręku. Biblioteka jest też miejscem gdzie warto pojawić się tuż po przybyciu do nowego miasta, bo tutaj znajdziesz informacje o społeczności, o atrakcjach kuturalnych, o środkach transportu oraz innych życiowych potrzebach.

Jeśli chcialibyści dowiedzieć się więcej o tym miejscu to zapraszam na stronę KCLS.

„Łaskawa ziemia” czyli "The Good Earth" Pearl S. Buck


Przeczytałam tą książkę już jakiś czas temu, ale postanowiłam o niej wspomnieć, bo na „sąsiednim” blogu zobaczyłam, że wydana została także po polsku, ale od początku... Sięgnęłam po tą książkę jako wybór Oprah Book Club, który tutaj w Stanach jest popularny, i cieszę się, że to zrobiłam, bo książka warta jest przeczytania.

Jest to saga rodziny chińskiej żyjącej na przełomie XIX i XX wieku, czyli w czasie kiedy tak wiele zmian zachodziło także w Chinach. Z jednej strony był to czas ostatniego cesarza Chin. Czas gdy stopy kobiet, szczególnie tych zamożnych, były obwiązywane by nie rosły, bo małe stópki były oznaką urody, ale także uwięzienia, bo na małych stópkach uciec nie można. Czas gdy mężczyźni mieli wiele żon, ale także kilka konkubin, co było oznaką zamożności i prestiżu. Czas gdy nawet wieśniacy mieli niewolników. Czas gdy powstania polityczne i intelektualne zmieniały krajobraz Chin by w końcu doprowadzić do zastąpienia feudalnych rządów Republiką Chińską.

Główny bohater Wang Lung to rolnik, który dzięki ciężkiej pracy, oszczędności i zapobiegliwości powiększa swoje ziemie. Dużą zasługę w tym ma jego żona O-lan, która zanim go poślubiła była kuchenną niewolnicą w domu bogacza Hwang. Dzięki ślubowi w jego domu zagościł nie tylko porządek, ale życie i jego, i jego ojca stało się łatwiejsze i przyjemniejsze, ale czy nauczy się ją szanować? Żona wspiera działania męża, który coraz to kupuje kolejny kawałek ziemi, by w końcu stać się znaczącym właścicielem ziemskim. W międzyczasie rodzina powiększa się o kolejnego syna, a także o konkubinę obsypywaną biżuterią. Dzięki rosnącej zamożności ojciec może wykształcić swoich synów, ale to pociąga za sobą konsekwencje – synowie chcą żyć nowocześnie, nie chcą być rolnikami. A wszystko to w ciągu jednego życia Wanga Lung.

Podsumowując - to saga o ludziach związanych z ziemią i kochających ją, którzy muszą zmierzyć się ze zmianami... Jak to mówią „obyś w ciekawych czas żył”...

Podobała mi się ta książka i polecam ją!
Jeśli zainteresuje was ta saga, to jej dwie następne części to: 2. „Sons” czyli „Synowie” i 3. „A House Divided” czyli „Dom w ruinie” .

O autorce: Pear S. Buck urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ale właściwie większość życia spędziła w Chinach – najpierw jako córka misjonarzy, a później jako żona misjonarza, by wreszcie sama zostać mosjonarką. Jej pierwszym językiem był mandaryński, a język angielski dopiero drugim. Dało jej to świetną pozycję do obserwacji ówczesnych Chin i ich mieszkańców.
Znalazłam także artykuł o niej:
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,3192117.html
Źródło: Okładka polskiego wydania dzięki uprzejmości Wydawnictwa „Muza”. Okładka anglojęzycznego wydania dzięki uprzejmości Amazon.com

"Zobacz Marianna co narobiłaś" Aleksandra Ścigała


Wzięłam do ręki tę książkę, ponieważ zaintrygowała mnie notka na tylniej okładce, zrówno ta jej część o książce jak i o autorce. Niestety to wielka moja pomyłka!

Jest to książka niezrozumiała dla mnie. Jej narrator najstarszy z trzech braci – Szymon opowiada o sobie i swoich dwóch braciach – Grzegorzu i Młodszym oraz o ich związku z Marianną, w której każdy z nich jakoś tam się kocha i chce być z nią. Wszyscy mieszkają pod jednym dachem i ciągle rywalizują o jej względy. Zdaniem Szymona, Marianna wymaga opieki, bo jest w depresji z powodu braku pracy i akceptacji otoczenia - wsi. Na domiar wszystkiego jeszcze jest jakiś pożar, o który nie wiadomo kogo oskarżyć, choć na pewno nie Mariannę. Cała historia jest jak jakieś delirium z powycinanymi kawałkami w środku. Zupełnie nie trzymająca się kupy całość, która ma przedstawiać sytuację na polskiej wsi gdzie brak jest akceptacji dla innego lub wychodzącego przed szereg. Bohaterowie mogą odejść by szukać dla siebie innego miejsca, ale jakoś pozostają i gdy nawet jednemu z braci udaje się to, to jednak wraca by trwać w tym absurdalnym układzie rodzinnym. Dlaczego? Po co? Nawet czytać tą książkę było mi trudno i w końcu po kilkakrotnym wysiłku przebrnięcia przez nią... zarzuciłam moje próby, a niezmiernie rzadko zdarza mi się niedokończyć książki! Jeśli ktoś tą książkę przeczytał i potrafi mi ją jakoś wytłumaczyć, to bardzo proszę...

Podsumowując: strata czasu i pieniędzy!

O autorce: Aleksandra Śmigała urodziła się w Semkowicach, ale od kilku lat szuka swojego miejsca na świecie; obecnie mieszka w Zurychu. Skończyła filologię polską i dziennikarstwo. Jest to jej druga książka po debiucie w 2004 powieścią „Martwosz. Historia romantyczna.”
Zdjęcie okładki dzięki uprzejmości wydawnictwa "Prószyński i S-ka"