Lutowy przegląd blogów

Od ostatniego przeglądu zaprzyjaźnionego bloga minął spory kawał czasu. Stwierdziłam więc, że muszę zmienić formułę "Listy potencjalnych lektur" i postanowiłam zasiadać raz w miesiącu by zrobić sobie przegląd zaprzyjaźnionych blogów.

A oto co znalazłam w lutowych wpisach:
Zosikowe lekturki
"Ładne duże amerykańskie dziecko" Judith Bunitz
"Na plaży Chesil" Ian McEwan

W moim świecie książek
"Dziesiąta symfonia" Joseph Gelinek - wpis z 7 lutego 2009

Książko-landia
"Ryszard Kapuściński - biografia pisarza" Beata Nowak i Zygmunt Ziontek
"Mefisto" John Banville

Krytycznym okiem
"Porwanie sabinek" Jacek Inglot

Krótkotrwałe zniekształcenie rzeczywistości
"Szczelina" Doris Lessing

Czytelnia
"Biała lwica" Mankell
"W ogrodzie pamięci" Joanna Olczak-Ronikier

Czytatnik
"Paryż Montparnasse. Rozkwit sztuki nowoczesnej 1910-1940" Valerie Bougault
"Toulouse-Lautrec. Biografia" Julia Frey

Całkiem subiektywne recenzje książek
"Bambino" Inga Iwasiów

Z lektur prowincjonalnej nauczycielki
"Kamieniczka" Edyta Szałek
"Tajemnica Kopernika" Jean Pierre Luminet
"I człowiek stworzył Bóg" Pascal Boyer

No i to wszystko w lutym!

"Trzynaście" Marcin Świetlicki


"Trzynaście" Marcina Świetlickiego to niby kryminał, bo trup jest, ale w gruncie rzeczy to farsa, która dla mnie wcale śmieszna nie jest. Przeczytałam tą książkę w ramach Polskiego Klubu Książki i dobrze, bo dzięki temu mam zdanie na jej temat, jale to właściwie wszystko pozytywne co na jej temat mogę powiedzieć.

Głównym bohaterem jest podstarzały dziecięcy aktor, który po swojej „wielkiej” roli w serialu sprzed lat 30-tu nic więcej artystycznie nie wskórał. W międzyczasie przytył i rozpił się, ale jego sława jakoś przygasnąć nie może, bo serial jest w dalszym ciągu pokazywany i nowe pokolenia podziwiają go, choć mocno są rozczarowane spotkawszy go osobiście.

Bohaterami książki są także Kraków i po części skontrastowanie różnic kulturowych pomiędzy Krakowem i Warszawą. W tej książce to pierwsze miasto wydaje się skoncentrowane na tym by niewiele zmieniło się w nim a jego rozmiar jest jakiś taki mały, bo akcja toczy się w obrębie kilku knajp i Małego Rynku i wszędzie można dojść piechotą. To drugie przedstawione jest jako miasto szybkiego interesu, działania z rozmachem i braku przywiązania do tradycji, bo większość "tutejszych" to ludzie napływowi rządni władzy i pieniędzy. Zważywszy na to, że autor pochodzi z Lublina nie można posądzić go o przechylenie szali na czyjąś korzyść i nie ma się takiego poczucia.

Poza tymi głównymi bohaterami, są jeszcze inni – i to całe grono! Jest więc jakaś rosyjska gwiazda; jest inspektor przed emeryturą regularnie bity przez żonę; jest właściciel baru w którym regularnie pija bohater; jest fanka aktora, która zostaje zamordowana; jest kolejna wielbicielka mająca nadzieję na rozkochanie w sobie aktorzyny; jest i wydawca, który podsuwa do podpisania umowę na wyłączność wszystkiego co aktor może stworzyć lub chcieć stworzyć; jest podwładny wydawcy, który zakochuje się w zamordowanej fance (oczywiście przed jej zamordowaniem). Słowem jest cały zbiór charakterów i interesów, ale ani bohaterowie, ani wątki nie wydają się rzeczywiście powiązane ze sobą. Przeskakiwanie od jednego do drugiego jest sztuczne i nic nie wnosi.

Język w tym utworze jest poszarpany, a zdania tak krótkie, że ma się wrażenie iż autor przedstawił nam szkic postaci i utworu. To wrażenie pogłębia także jednowymairowość i jakiś taki bezwład bohaterów.

Podobno wydano także „Dwanaście” i „Jedenaście”... ale ja już na nie czasu nie stracę.

A teraz słów kilka o autorze możecie znaleźć na załączonym linku.
Marcin Świetlicki, rocznik 61, zerkający ze zdjęcia na tylnej okładce jakoś tak pasuje mi do wyobrażonego przez ze mnie wyglądu głównego bohatera.

No i to tyle na temat tej książki...nie wartej mojego czasu.

"Balzakiana" Jacek Dehnel


W zeszłą sobotę porozmawialiśmy o entuzjastycznie recenzowanej „Balzakianie” Jacka Dehnela.

W tych czterech nowelkach, bo te utwory to jednak wydają się trochę za długie na miano opowiadań, autor przedstawił grupę ludzi powiązanych ze sobą więzami krwi, planami życiowymi i zawodowymi oraz zależnościami finansowymi – słowem powiązani na wszystkie możliwe sposoby. Jak zwykle na takich obrazkach znaleźć można różno rodność egzemplarzy do obejrzenia.

A oto bogaterowie poszczególnych nowel:
„Mięso wędliny ubiory tkaniny”
- państwo Ściepkowie z ich żelaznymi zasadami w sprawach wychowania swoich córek, traktowania pracowników i prowadzenia firmy, bez aspiracji do wygodnego życia choć z chęcia życia wystawne po przejściu na zasłużoną emeryturę,
- starsza córka państwa Ściepków żyjąca praktycznie kropka w kropkę jak rodzice z mężem wybranym jej przez ojca, czyli najlepszym pracownikiem w jego firmie, która mając małe wymagania osiąga stabilizację życiową, choć pytanie o to czy szczęśliwa jest ona, jej mąż i oni razem pozostaje otwarte;
- młodsza córka państwa Ściepków, która po zajściu w ciąże szybko wiąże się z ojcem dziecka – artystą malarzem, który okazuje się człowiekiem maluczkim goniącym za sławą lub odbitym światłem sławy innej kobiety, wzgardzaja jej miłością i tracąc ją dosłownie.
„Tońcia Zarębska”
- tytułowa bohaterka, która mając możliwość studiowania wybiera prostą pracę bufetowej i dorabia się z tego niezłego majątku, który jednak nie daje jej szczęścia rodzinnego i pozostaje tzw. starą panną
- pozostałe 5-cioro rodzeństwa to mniej lub bardziej interesowni ludzie, którzy jakoś tam przędą swoje życie i radzą sobie ze swoimi problemami lepiej lub gorzej; jest siostra wyliczające cudze pieniądze, jest żona alkoholika wychowująca dzieci samotnie, jest siostra zajmująca się obłożnie chorym mężem, jest brat siedzący pod pantoflem swojej żony.

„Miłość korepetytora”
- korepetytor, czyli główny bohater pochodzącyc z tzw zubożałej szlachty i jako ostatni noszący rodowe nazwisko, szybko uczy się iż przez uważną obserwowację można udawać kogoś kim nie jest i dawać ludziom to czego oczekują, który dzięki wiedzy o antykach i przyjaźniach z kobietami ustawia się życiowo, aż do momentu gdy natrafia na swoją pierwsza i jak się ma okazać ostatnią uczennicę
- panna Angelica (czasami pisana Andżelika) Włosówna, znudzona nastolatka pod wpływem swojego korepetytora staje się wytrawną bywalczynią imprez kulturalnch z udawaną wiedzą, której miłość zostaje odrzucona przez korepetytora i która jednak przerasta w końcu mistrza-korepetytora w pozowaniu na kogoś innego.

„Blaski i nędze życia artyski estrady na zasłużonej emeryturze”
- Halina Rotter pracująca przez wiele lat w centrali drewna po szybko zakończonej karierze estradowej właśnie odchodzi na emeryturę i cóż... a no zachciało się wielkiego powrotu przez... Moskwę, za który trzeba będzie samej zapłacić,
- wnuczka bedąca młodą naiwną, która niechcący zachęca babkę bo jej „kochaś” zawrócił jej w głowie
- „kochaś” okazuje się okrutnym karierowiczem i wykorzystywaczem.

W tym krótkim opisie bohaterów zawarta jest właściwie kwintesencja książki... czyli różnorodność ludzi, ich pragnień, ich charakterów. Dehnel wziął gotową formułę Balzaka, któremu oddał cześć nadając książce właściwy tytuł i chwała mu za to, ale tak na prawdę nic nowego nie wniósł. Użył konstrukcji tego wielkiego pisarza, czyli zdefiniowania celu bohatera i pomachania mu tą marchewką przed nosem by wkrótce ją zabrać bez skrupułów, i jego stylu, czyli opisywania sytuacji i emocji w najmniejszych szczegółach. Nie jest to bynajmniej przygana, bo jak wielu pisarzy decyduje się na tak trudne zadanie?! Właśnie język użyty w tej książce doceniam najbardziej, bo jest rzecz obecnie rzadko spotykana.

Podsumowując zgodziłyśmy się, że nie tylko warto było przeczytać, ale też dzięki stylowi pisarskiemu bardzo dobrze czyta się „Balzakianę”.
A tutaj jeszcze linki do recenzji innych o tej książce:

Do usłyszenia w przyszłym miesiącu 7 marca 2009!

"Łabędzie Leonarda" Karen Essex



Nie bardzo pamiętam jak to się stało, że sięgnęłam po tą książkę, ale dobrze zrobiłam.

"Łabędzie Leonarda" to powieść historyczna, a więc jest tu wiele faktów możliwych do sprawdzenia (co zawsze prowadzi do spędzenia większej ilości czasu na necie!), ale jest też wiele dopisanych przez autorkę. Bardzo mi to odpowiada, bo zadaniem autora tego gatunku jest nie tyle przedstawienie suchych faktów co oddanie ducha epoki by stała się bardziej zrozumiała.

W tej książce
Karen Essex prezentuje historię dwóch sióstr księżniczek d'Este, które otrzymały bardzo różne wychowanie, ale cel ich życia był taki sam... wyjść dobrze zamąż tak jak zaaranżowali rodzice, urodzić synów i politykować tak by nie być w opozycji do ojca, księcia Ferrary. Tak też się stało. Starsza, lepiej wykształcona, czarnooka blondynka, rozmiłowana w sztuce, Isabelle wyszła zamąż za księcia Padwy - Francesco Gonzage. Skolei młodsza z sióstr, choć uważana za mniej atrakcyjną, ale uduchowiona, rozmiłowana w koniach i sporcie w ogóle, Beatrice wyszła zamąż jeszcze lepiej, bo za Duke'a Mediolanu Ludovico Sforze, mającego aspiracje do władania zjednoczonymi księstwami Włoch. Los jak zwykle ironicznie postarał się by stały się księżnymi dwóch różnych państewek walczących o te same wpływy we Włoszech XVIw, a także by połączyć mniej rozmiłowaną w sztuce Beatrice z Ludovico, a kolekcjonerkę sztuki Isabelle z hodowcą konii Francesco. Jak pogodzić rodzinne koneksje i rywalizację na arenie politycznej i kulturalnej?

Właśnie arena kulturalna jest tutaj interesującym wątkiem, bo pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze jak ważne było popieranie sztuki aż do poziomu rywalizacji o najznamienitszych ówczesnych artystów oraz jak wielki prestiż dawało to mecenasowi i miastu-księstwu. Po drugie jak niewiele do powiedzenia w polityce miały kobiety, szczególnie te, które nie rodziły synów(!), a jednocześnie jak wielki wpływ miały na sztukę będąc mecenasami słynnych renesansowych malarzy: Piero di Cosimo czy Da Vinci, którzy wcale nie byli łatwi i chętni do współpracy.

I właśnie mecenat sztuki jest kolejnym wątkiem książki, który pokazuje Da Vinci artystę walczącego o siebie, czytaj: zwodzącego swojego mecensa by móc pracować nad tym na czym naprawdę chce pracować a nie nad tym co mu zlecono, np. fresk w kościele Santa Maria delle Grazie przedstawiający Ostatnią Wieczerzę. Ciekawostką są fragmety z notatnika Leonarda wplecione w treść książki, co daje wgląd w jego postrzeganie świata.

Książkę czyta się dość łatwo i przyjemnie co dodatkowo podnosi jej walory, a też zachęca do sięgnięcia po kolejne utwory tej autorki . W załączonej biografii z Wikipediitej rysuje się obraz kobiety renesansu, która przenosi się z miejsca na miejsce, z dziedziny w dziedzinę i odnosi mniejsze lub większe sukcesy.... jak kobiety, które opisuje w swoich książkach?
Jest to pierwsza książka z mojej listy w ramach wyzwania czytelniczego "Podróże w czasie"!

Polecam...

Lista potencjalnych lektur (13)

Jarek ze swoim blogiem "Krytycznym okiem" mnie zamorduje! Choć recenzje są ciekawe to jednak jest ich tyle, że... no sami zobaczcie:

1. "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" Agłaja Veteranyi
2. "Bądź moim Bogiem" Remigiusz Grzela
3. "Gumowe miasto" Rafał Chwiszczuk
4. "Aleje wykolejeńców" Ilona Hruzik
5. "Wariat" Hubert Klimko-Dobrzaniecki
6. "Biało-czerwony" Dawid Bieńkowski
7. "Sprzysiężenie osłów" John K. Toole
8. "Zero osiemset" Katarzyna Sowula
9. "Zapach trzciny" Wojciech Bauer
10. "Dom Małgorzaty" Ewa Kujawska
11. "Rebelia" Mariusz Sieniewicz
12. "Rynek w Smyrnie" Jacek Dehnel
13. "Niezidentyfikowany obiekt halucynogenny" Paulina Bukowska
14. "Huta" Grzegorz Kopaczewski
15. "Lato przed zmierzchem" Doris Lessing
16. "Bimber" Łukasz Stec
17. "Czym była ciemność" Inka Perei
18. "Vita" Melania Mazzzucco
19. "Senność" Wojciech Kuczok
20. "Gesty" Ignay Karpowicz
21. "Opowieści chłodnego morza" Paweł Huelle
22. "Przed zstąpieniem do piekieł" Doris Lessing
23. "Do nowego anioła" Arno Bohlmeijer
24. "My, naród" Tomasz Lis
25. "Ładne duże Amerykańskie dziecko" Judy Budnitz
26. "Po śniadaniu" Eustachy Rylski
27. "Brzytwa" Wojciech Chmielewski

Wielkie dzięki za tyle informacji o prozie polskiej!