Kindle, czyli e-booki według Amazon...

... nie, dziękuję bardzo!

Dlaczego tak dramatycznie?! No dobrze, zacznijmy od pozytywów:
- kilkanaście książek w jednym pudełku!
- możliwość powiększania tekstu - BARDZO WAŻNE!
- ładowanie książek w tempie świetlnym - genialne?
- możliwość przewracania stron jedną ręką - ile ciastek można zjeść w tym czasie? mniam...
- książka, która się w końcu nie zamyka!

A teraz kilka "ciekawych" faktów:
- Amazon może usunąć książkę z twojego Kindle - czy chcesz by zabrano ci coś za co zapłaciłaś/łeś - już to zrobili klientom, którzy zakupili "1984" Orwella - ironia losu czy znak czasu i przyszłości dla nas i naszych dzieci?! Big Brother w najlepszym wykonaniu!
- na marginesie strony w czytanej książce może pojawić się reklama, np. hotelu w Toskanii jeśli akurat czytasz o tym regionie, lub np. butów do biegania jeśli czytasz o bieganiu... czyli znów ta natarczywa reklama!!!! Klienci, którzy zakupili Kindle nic o tym nie wiedzieli lub w dalszym ciągu nie wiedzą!
- użytkownik musi się zalogować by móc czytać książki, czyli po przyjściu z pracy w dalszym ciągu trzeba być zalogowanym do sieci... , czyli odcięcie się od technologii z książką nie jest możliwe!

Pewnie można argumentować, że dzięki reklamom będzie więcej książek dostępnych za darmo, a większość książek czytasz tylko raz, więc po co trzymać papierowe kopie. Jednak od czasu wynalazku Gutenberga, a dla tych najbogatszych jeszcze wcześniej, czytanie książki było, jest i miejmy nadzieje pozostanie czasem gdy można pobyć samemu lub pomilczeć razem czytając.

"The Painter of Battles" Arturo Perez-Reverte


To był ostatni raz kiedy sięgnęłam po książkę tego autora, niestety. Na tylniej okładce oczywiście peany, a w środku przeciętność i dłużyzna. Zdołałam przebrnąć jedynie przez 80 stron...
Bohaterami tej historii są światowej sławy fotograf wojenny Andre Faulques i Ivo Markovic oraz łącząca ich wojna na Bałkanach po rozpadzie Jugosławii. Ten pierwszy po sfotografowaniu nieznanego mu żołnierza uciekającego przed napierającą armią serbską zamieszcza świetną fotografię w którymś z magazynów i nawet zostaje za nią nagrodzony. Niestety nie wie, że przez to ten drugi traci żonę i syna w straszliwych okolicznościach, co staje się dla niego powodem do odszukania reportera i życia przez dłuższy czas z myślą o zamordowaniu go.

Jak to często bywa czas leczy choc częściowo rany i gdy w końcu Ivo odnajduje Andre zaczynają rozmawiać o wojnie, o okrucieństwie i zasadach tego świata. Rozmowa przeplatana jest wspomnieniami Andre o kobiecie jego życia, którą także stracił w trakcie tamtej wojny, o historii ich spotkania. Jak to u Arturo Perez-Reverte w tle zawsze jest sztuka... i tak jest tym razem, a więc opisy mniej lub bardziej znanych obrazów batalistycznych są wprowadzone jako analiza Andre do wykonania fresku w XIII wiecznej baszcie, którą zakupił z zamiarem uwiecznienia okrucieństw, które się naoglądał.
Co dalej zdarzyło się nie wiem i tak na prawdę to nie chcę wiedziec, bo dywagacje tych dwóch pokiereszowanych ludzi o okrucieństwie świata wydały mi się bardzo jałowe, a i ilośc information o malarstwie była po prostu przesadzona i dośc encyklopedyczna. Dlatego porzuciłam czytanie tej książki z nadzieją na przeczytanie czegoś bardziej interesującego...
Nie polecam a wręcz odradzam!

Kilka słów wyjaśnienia i usprawiedliwienia...

Otóż czuję się w obowiązku usprawiedliwić przed tymi, którzy zaglądali (i mam nadzieję, że wrócą po kolejnych postach) na mój blog, bo ostatnimi czasy zapuściłam się w pisaniu kolejnych postów. Powód ku temu jest jeden... kupujemy dom (strasznie jakoś to skomplikowane po tej stronie oceanu!) i w tej chwili już finiszujemy, więc trzymajcie kciuki, proszę. Po tym nastąpi oczywiście szaleństwo przeprowadzki, więc znów łatwo nie będzie, ale... czytam znów i będę pisać, a i do podczytywania blogów innych powrócę....