Dobry rok dla polskiej literatury!


Taki tytul wzielam z tytulu notatki prasowej z "Rzeczpospolitej"! Odkad to prasa zainteresowana jest dobrymi wiadomosciami? A jednak to byla pozytywna wiadomosc i moze zostala zamieszczona dlatego, ze sensacyjna!? Niewiele jest pozytywnych wiadomosci w tych czasach...


Jak zwykle najczesciej tlumaczone sa te wielkie nazwiska, ale przyjemnie jest dowiedziec sie, ze i mlodsi autorzy sa doceniani.

P.S. Niestety notatka bez polskich znakow, bo z komputera mojego Pana Meza.

"Bambino" Inga Iwasiów


Tytuł tej książki jest wieloznaczny. Większośc z nas pamięta lody Bambino; był też adapter Bambino i były także bary mleczne Bambino. Łatwa do wymówienia nazwa jest synonimem PRL-u i o tym jest właśnie ten utwór, czyli o czasach i ludziach.

Autorka postarała się, by bohaterowie nie byli obciążeni przeszłością wojenną inną niż ta charakterystyczna dla kilkuletnich dzieci, co pozwoliło ominąc meandry historii tej części społeczeństwa. Dodatkowo umieściła ich w „nowym” polskim mieście czyli w Szczecinie, który jest na tyle daleko i na tyle blisko by wszystko razem zgrabnie połączyc, bo to miasto okaże się takie jak jego nowi mieszkancy, budujący swoją historię od nowa, układający sobie życie najlepiej jak potrafią.
 
Bohaterowie to ciakawa zbieranina, choc to pejoratywne słowo, młodych ludzi oderwanych od korzeni, a więc jest Niemka, która ma jakieś tam polskie korzenie i nie ucieka na czas i z Ulrike zmiania się w Urszulę, jest Anna której matka umiera tuż po wojnie i za namową brata zostaje wysłana do miasta po wykształcenie; jest Marysia, najstarsza w rodzinie repatriantów zza Buga wysłanych na Ziemie Odzyskane, wysłana do miasta po zarobek i lepsze życie; jest Janek, bękart w czasów wojny, pozostawiony przez matkę na wychowanie u dziadków i wypchnięty przez wujostwo ze wsi do miasta by było więcej morgów do podziału, a wszyscy oni powiązani są barem mlecznym „Bambino”. Przewijają się także Stefan - Żyd, ktory przeżył obóz i wiąże się z ... Niemką, ale musi wyjechac z wiadomych powodów. Jest też kolejne pokolenie, czyli dzicieSą dzieci, jedynacy, Magdusia wychowująca się po części sama a po części przez „ciotkę” Urszulę by w końcu zostac sama
 
Ciekawie napisana historia tych kilkgorga ludzi. Inga Iwasiów postarała się uwypuklic punkt widzenia poprzez różnice stylów użytych na różnych etapach książki. Jest tu monolog wewnetrzny w formie pourywanych, niezbyt logicznych zdań oddających emocje takie jak strach czy niepewnośc. Jest także narracja zewnętrzna z lapidarnością języka emocji i opisami relacji, okoliczności, przedmiotów i okolic wyzwala poczucie, że bohaterowie są już jakoś osadzeni w nowym miejscu i mają większą kontrolę nad swoim życiem. W końcu jest także krótki moment kiedy autorka staje się wykładowcą i wtrąca którki esej „Na co umierają ludzie, w swoim czasie”
 
W tej środkowej części książki widac najbardziej to co działo się w polskim społeczeństwie po wojnie. Wielkie przetasowania, jak w talii kart, mogłeś byc przed wojna na górze, ale teraz jesteś na dole, co nie znaczy, że nie możesz piąc się do góry jeśli dobrze rozegrasz obecną sytuację (czytaj: n.p. zapiszesz się do partii). W tle rogrywa się historia, która bezpośrednio dotyka jedynie Janka, a pośrednio Marysię i Annę. Ta ostatnia jest przykładem tych, którzy pomimo dostosowania do obecnej sytuacji nie odrzuca tradycji i zakłada rodzinę, by w końcu wrócic do wiary i Kościoła. Anna przedstawia osoby w PRL-u, które poprzez n.p. małżeństwo z marynarzem, polepszały swój byt bez upartyjnienia, bo miały dostęp do towarów deficytowych (jak to śmiesznie brzmi teraz) i bonów (kto to jeszcze pamięta! dla młodszych czytelników bony była równoważne dolarom amerykańskim), czyli były w znacznie lepszej sytuacji materialnej niż przeciętny Polak. Także w tej części książki Iwasiów pokazuje postawy wobec sytuacji, sposoby przetrwania i szarą codziennoś tamtych czasów.
 
We wspomnianym wcześniej eseju, Inga Iwasiów opisuje coś co było zjawiskiem nieznazwanym jeszcze, a więc nie istniejącym ani w wiedzy lekarzy, ani w wiedzy opiniii publicznej. Wspomina o syndromie stresu posttraumatycznego, który niediagnozowany przejawiał się samobójstwami, chorobami takimi jak gruźlica, a przede wszystkim rak. Jest to ciekawy wątek, bo nigdy wcześniej nie słyszałam o powiązaniu lizcby zachorowań na raka z okresem powojennym. Jednak to co ciekawe to powrót do „normalnego” umierania, czyli w wyniku starości czy długtrwałej choroby, bo w czasie wojny większośc znajomych, członków rodziny albo była wywożona do obozów albo ginęła rozstrzelana przpadkowo lub nieprzypadkowo z bronią w ręku.
 
Podsumowując, ten dośc długi wpis, jest to książka warta przeczytania, bo porusza to o czym nie mówiło się, nie pisało, bo jest to życie pokolenia moich dziadków, a oni jeszcze żyją więc może warto z nimi porozmawiac... żeby ta historia codziennia nie zginęła.

Dlatego polecam tą książkę!