"Picture at a revolution" Mark Harris

O tej książce po raz pierwszy wspomniałam w moim poście sprzed jakiegoś czasu... czyli 21 paździenika 2009. Napisanie wspisu zajęło trochę, ale oto proszę poniżej jest wreszcie gotowy.

Przyciągająca oko okładka to połowa sukcesu książki! Tak właśnie stało się z „Picture at a revolution” Marka Harrisa. Zobaczyłam okładkę ze zdjęciem z filmu „Bonnie and Clyde”, czyli z Fay Danaway i Warren’em Beatty i sięgnęłam po nią natychmiast. Pierwszy akapit wprowadzenia dokładnie określał temat książki (warte odnotowania dla tych co wysyłają swoje dzieła do wydawców!), czyli branża filmowa w latach 60-tych... i już książki nie odłożyłam.

Nie wiem co jest w tych latach 60-tych, ale mnie one fascynują czy to w formie książek czy filmów dokumentalnych czy nawet seriali. Do tego jest jeszcze 40 rocznica Woodstock, więc dużo informacji o tym czasie w historii cywilizacji Zachodniej można napotkać wokoło,ale wróćmy do książki...

Harris nie zajął się całą dekadą, ale skoncentrował wokół 5 filmów nominowanych do Oscara w roku 1967. Były to „Bonnie i Clyde”, „Absolwent”, „Zgadnij, kto przyjdzie na obiad”, „W upalną noc” i „Dr. Dolittle”. Opisał w niej głównych graczy ówczesnego przemysłu filmowego, strukturę zależności między studiami, radami cenzorskimi, aktorami, operatorami, reżyserami oraz ich kariery, determinację w osiągniu celu, a także zachodzące zmiany ekonomiczne i społeczne tamtych czasów.

Zajął się tymi pięcioma filmami nominowanymi do Oscara w roku 1967 z kilku powodów:
- te filmy zaczęły powstawać na początku dekady kiedy zmiany się rozpoczęły i są ich odzwierciedleniem;
- zajmowały się kwestiami współczesnymi, a więc bliskimi odbiorcom co nigdy nie jest łatwe do przedstawienia;
- są znacznikiem zmian zależności oraz władzy w przemyśle filmowym, czyli każdy aktor może zmienić się w producenta, a mało przystojny aktor stać się gwiazdorem;
- nowe pokolenie aktorów, bardzo odmienne od poprzedniego, wchodziło do gry, tak jak i nowe pokolenie.
Po prostu są one dobrym odzwierciedleniem swoich czasów.

Książka choć jest najeżona faktami (ile znaczników wstawiłam w trakcie czytania można zobaczyć tutaj) , nie jest trudna do czytania, a wręcz przeciwnie. Przeplatające się wątki dotyczące różnych filmów dają poczucie różnorodności, ale i wizji całości tamtych czasów. Do tego język używany przez Harrisa dosadnie nakreśla sytuacje:

„... That winter, the question of who was going to win had taken on more urgency than usual. Not who was going to win the Oscars, which would shortly be decided by the usual blend of caprice and conviction, but who was going to win ownership of the whole enterprise of contemporary moviemaking. The Best Picture lineup was more than diverse; it was almost self-contradictory. Half of the nominees seemed to be sneering at the other half: The father-knows-best values of “Guess Who’s Coming to Dinner” were wittily trashed by “The Graduate”; the hands-joined-in-brotherhood hopes expressed by “In the Heat of the Night” had little in common with the middle finger of insurrection extended by “Bonnie and Clyde”.

“… What was an American film supposed to be? The men running the movie business used to have the answer; now, it has slipped just beyond their reach, and they couldn’t understand who they had lost sight of it. In the last year, the rule book seemed to have been tossed out. Warren Beatty, who looked like a movie star, had become a producer. Dustin Hoffman, who looked like a producer, had become a movie star. And Sidney Poitier, who looked like no other movie star had ever looked, had become the biggest box office attraction in an industry that still had no idea what to do with, or about , his popularity.”

Harris nakreśla ścieżki powstawania każdego z pięciu filmów, które stały się synonimem zmian w Hollywood, choć każdy z nich miał inny wpływ:

- „Bonnie i Clyde” było pierwszym filmem wyprodukowanym przez producenta spoza studia i używającego tylko ich finanowania, czyli przez Warrena Beatty. Przekroczył on linię aktor producent i odniósł sukces. Jest to także film wpisujący się w ówczesną atmosferę rebelii wobec starych wartości i ucieczki od przewidywalności.

- „Absolwent” był obrazem ambiwalentnym jak ówczesne czasy, mówiącym o kryzysie wartości pokolenia wojny w oczach ich dzieci, czyli „baby boomers”. Był to też film bez głośnego i filmowo przystojnego aktora, czyli takiego z którym utożsamiać się może większość młodego pokolenia. Film ten stał się także sukcesem kasowym.

- „Zgadnij kto przychodzi na obiad” to film o kotrowersji związków międzyrasowych. Zagrali tu po raz ostatni razem, Tracy i Hepburn. Sydney Poitier był wtedy już najlepiej zarabiającym czarnym aktorem, który nareszcie mógł być mężczyzną seksualnym a nie tylko dodatkiem. Film był jak na tamte czasy kontrowersyjny na tyle, że Ameryka nie mogła pozostać obojętna i ten film także odniósł sukces.

- „W upalną noc” to kolejny film o różnokolorowej Ameryce, gdzie nagle biały musi współpracować z czarnym i okazuje się, że nie tylko jest to możliwe, ale i potrzebne, by na sam koniec odkryć jak wiele mają wspólnego. Był to film gdzie po raz pierwszy pokazano scenę kiedy Czarny spoliczkowany przez Białego po prostu mu oddaje i policjant nic z tym nie robi, a były to lata 60-te. Film ten także odniósł sukces kasowy.

- „Dr. Dolittle” czyli jedyny film wyprodukowany w ramach starego systemu i według starego pomysłu, czyli dużo pieniędzy, dużo piosenek i bardzo długi film, ale niestety to już nie działało i film padł.

To co charakterystyczne dla każego z tych filmów to długa i wyczerpująca walka o powstanie każdego z nich. Zakręty w karierze ich realizatorów. Odwaga w przekraczaniu tzw. „nieprzekraczalnych” granic. Podejmowania się rzeczy, których nigdy wcześniej się nie robilo. I ciągła walka o dokończenie projektów. Znajdowanie rozwiązań problemów pojawiających się na każdym kroku. Dla dopełnienia obrazu Harris nie omieszkał także przedstawić zależności i podziału władzy w latach 60-tych, a ten podział trwał niezmiennie od 30-tu lat i coraz bardziej uwierał. Był to triumwirat pomiędzy studiami filmowymi z jednej strony, organizacjami religijnymi jak Narodowe Biuro Katolockie ds. Filmów czy Komitet Episkopanly ds. Filmów z drugiej strony oraz z trzeciej rad cenzorów, których standardy były zróżnicowane w zależności od miasta i stanu, choć i tak nad nimi pieczę sprawowała policja. Ten trumwirat powodował, że robienie filmów dotyczących współczennych problemów i społeczeństwa było akrobacją na linie.



Język Harrisa jest wartki, ale zawiera wystarczająco dużo szczegółów nieznanych dla osoby spoza przemysłu filmowego pomieszanych z analizą tła społecznego, by obraz był ciekawy a i zawarte w nim smaczki można było zrozumieć.

Jednym słowem jest to książka warta przeczytania i gorąco ją polecam!




No comments:

Post a Comment